Browsed by
Tag: rękawiczki

Cierpienia twórcy w obliczu nieuchronnej klęski i rękawiczki zrobione na drutach Norway głoves

Cierpienia twórcy w obliczu nieuchronnej klęski i rękawiczki zrobione na drutach Norway głoves

 

Cudowny czerwiec, cieplutko, milutko, spokojnie. Siedzę na tarasie i dłubię koronki. Pierwszy zaniepokoił się Komputer (dla niezorientowanych mój pies). On zawsze wyczuje nadchodzącą Patrycję. Dla Komputera Patrycja to same kłopoty. Biedna psina jest zawsze pomijana w planach mojej koleżanki. Pati jest wyjątkową miłośniczką kotów. Trzech kotów – Niuni, Gucia i Rudego Kacpra. Ilekroć ją odwiedzam prześladuje mnie mnie konieczność podziwiania kociąt w różnych wersjach – żywych i prawie żywych. Cały dobytek Patrycji jest podporządkowany kociemu luksusowemu bytowi. Kotki są wszędzie, zadbane, milutkie i kochane.

A mój Komputer? Cóż, Pati mojego psa na kocie salony nie zaprasza. Gdy ją odwiedzamy elegancko zamyka go w swoim luksusowym garażu. Moja biedna psinka leży na kamiennej podłodze a jej kotki w puchowej pościeli. Sprawiedliwości nie ma. Ostatnio Komputer wykonał wyrok na zimowych oponach samochodu Pati… Troszkę je ponadgryzał, a awantura była taka, jakby je zeżarł.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Lex Szyszko, wycinka drzew i rękawiczki estońskie (Estonian lace gloves)

Lex Szyszko, wycinka drzew i rękawiczki estońskie (Estonian lace gloves)

Mieszkam na terenie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, ok. 10 km. od centrum Warszawy. Mam stary dom wśród drzew, obłoków, kwiatów… Nie słychać wielkiego miasta, nie ma smrodu spalin, hałasu i wielkomiejskiej dżungli. Mam dom na skraju lasu, który jest cząstką wielkiej, prastarej puszczy mazowieckiej. Ten kompleks leśny pełni funkcję filtra powietrza dla stolicy, ale nikt na to nie zwraca uwagi. Szkoda. Skupię się więc na funkcji związanej z zachowaniem bogactwa przyrodniczego tego terenu. Warszawa to symbol wielkomiejskiego pędu po dobrobyt. Kojarzymy ją z „Mordorem” (tak nazywamy miejsce, gdzie zapominamy o przyjemnościach a skupiamy się na pomnażaniu majątku), wieżowcami i ludźmi pędzącymi w obłędzie do pracy. Piękno przyrody jest niezauważalne, nie mamy ani czasu, ani chęci podziwiać kwiatki, drzewka, ptaszki. Jesteśmy tak zapędzeni, że nie zauważamy, że zaczynamy się dusić. Umieramy, odchodzimy w niebyt. A jeśli dotrze do nas myśl, że chcemy wolności i radości  to pragniemy wyrwać się, pojechać daleko aby odpocząć, wyczyścić życiowe dyski. Zapewniam, są miejsca w Warszawie, które mogą konkurować z najpiękniejszymi zielonymi zakątkami w Polsce.

Czytaj dalej Czytaj dalej

rękawiczki z palcami na drutach , schemat, jak zrobić Gloves pattern

rękawiczki z palcami na drutach , schemat, jak zrobić Gloves pattern

Wielokrotnie proszono mnie, abym napisała, jak robię rękawiczki. Trudne zadanie przede mną. Rękawiczki robię od lat i robię je mechanicznie, każde inaczej. Widzę włóczkę i do niej dopasowuję schemat. Nawet notatek nie robię, mam to w głowie. Czasami powstaje jakiś szkic, który ląduje w paszczy Komputera ( dla niezorientowanych – mojego psa). Ambitny jest, dziergać nie potrafi, ale zawsze kłębka pilnuje i podkrada to co może i nie może podkraść. Ma biedak nadzieję, że może kiedyś i on coś  wydzierga.

Postaram się napisać, jak robię rękawiczki w wersji prawie podstawowej. „Prawie podstawowej” –  bo rękawiczki będą z klinem na kciuk. Rękawiczki bez tego klina, to profanacja rękawiczek i umiejętności twórcy. Przepraszam, ale jak robić, to robić dobrze. Zdarzają się rękawiczki bez klina, ale nie polecam. Nie układają się tak, jak powinny. Klasyczne rękawiczki zawsze mają klin.

Potrzebne nam będzie

materiały potrzebne do zrobienia rękawiczek

Czytaj dalej Czytaj dalej

Jak księżniczki w żabę przemienić się nie udało

Jak księżniczki w żabę przemienić się nie udało

 

Stan błogości. Siedzę na kanapie z Komputerem w objęciach. Brzmi dziwnie?

Komputer to mój pies. Rasy nie znam, ale jest to napewno super rasa, stworzona jedynie dla niego. Na ziemi jest jeden osobnik tej rasy i jest to właśnie Komputer. Jako osobliwość musi być specjalnie chroniony, co czynię to wielu lat. Imię nadałam mu tendencyjnie i z ogromną rozwagą. Brzmi pięknie na spacerach. Jak go przywołuję wszyscy starają się mi pomóc. Wrzeszczę „Komputer” i znaczna część lokalnego społeczeństwa na ratunek biegnie… Oj, ukradli, gdzie go pani zostawiła, jak mogę pomóc… Udało mi się to imię dla pieska. Komputer zawsze się odnajdzie. Kochliwy jest i uparty. W poszukiwaniu obiektów westchnień gna na oślep i trudno go złapać. Jeśli jakaś psia panienka w pobliżu się znajduje to wiernie pod furtką na nią czeka, miłośnie w drzwi domku wpatrzony. Wyjdzie, nie wyjdzie… Zawsze jednak do domu wraca, radosny, cieszy się, że wanna przygotowana i miseczka pełna. Różne znajomości można nawiązać przy pomocy pieska. Jest bardzo towarzyski, tutaj kogoś pokąsa, tam kotka pogoni. Tak… piesek jest bardzo przydatny.

Siedzimy więc, przez okno na ptaszki patrzymy. Nagle wśród ptaszków Patrycja się pojawiła. Pojawiła to nieodpowiednie słowo. Wtargnęła, bo skrzydlate bractwo w popłochu czmychnęło w nieznane… Patrycja, od dziecka miała pecha. Już samo imię… rodzice nie przewidzieli, że seplenić będzie. Stosowanie skrótów imienia nic nie daje. Patrycja jest osobą wielkogabarytową, dziwnie brzmi, jak o sobie mówi Pati. Zanim ktoś zrozumie, jak Pati ma na imię, kombinuje przez dłuższy czas, co kobieta ma na myśli.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Klara w rękawiczkach w Matrixie siedzi

Klara w rękawiczkach w Matrixie siedzi

Radośnie rozpoczynam dzień. Postanowiłam, żadnych zmartwień, problemów, dzień ma obfitować w same przyjemności. W końcu to ja dyktuję sobie, co mam robić. Jestem osobą wielozadaniową, świetnie zorganizowaną i…. ,  chyba się zapędziłam. Wcale tak nie jest. Mój słaby punkt – bez odpowiedniego  bodźca nikt do niczego mnie nie zmusi. Rozglądam się, wybałuszam oczy, tonę w spojrzeniach za inspiracją i … nic.

Ruch na człowieka świetnie działa. Na siłownię pójdę (nigdy tam nie byłam). Muszę się przygotować. W internecie popatrzę jak to zrobić. Gwiazda fitnessu – Ewa Chodakowska. Do pani Chodakowskiej zniechęciłam się już dawno Kobieta ma taki temperament, że prędzej mnie do szpitala wywiozą, niż za nią nadążę. Przyznała się, „Jestem koniem wyścigowym, który zostawia tych najgłośniej krzyczących daleko w tyle”. Jak mam, pani Ewo, nie wrzeszczeć, kiedy nie nadążam za panią? Czytam blog Ani Lewandowskiej. Wygląda na bardziej opanowaną i może tak mnie pokieruje, że błędu nie popełnię. Uwaga, czytam… „Stretching to często zaniedbywana, a przecież szalenie ważna część treningu! Może też być samodzielną jednostką treningową. Nigdy o nim nie zapominaj, a Twoje mięśnie na pewno się odwdzięczą za ten poświęcony na rozciąganie czas :)”. Proszę, nie ma to jak z fachowcem pogadać…Już czuję siły witalne,  duch sportu opanował  każda komórkę mego wątłego ciała.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Estońskie rękawiczki – eesti kindad – estonian gloves

Estońskie rękawiczki – eesti kindad – estonian gloves

Są chwile, kiedy się nudzę. Nie zdarza się to często, życie emocji mi dostarcza.  Ale… Gdy się nudzę, sięgam po druty. To moja metoda na lenia. Wymyślam, rysuję, obliczam i nuda znika. Przypominam sobie historyjki, które mnie inspirują, pomagają nadać sens temu co robię. Czasami słowa „rób, rób, to co robisz i mnie inspiruje i motywuje do pracy” ma dla mnie ogromną wartość. To znaczy, że warto dziergać, kombinować, sprawiać komuś radość.

„Terviseks!”,  jedyne słowo, które opanowałam po estońsku. Co oznacza? No cóż, dokładnie „na zdrowie!”, a jeszcze dokładniej? „Bawmy się do białego rana, tańczmy, jedzmy, cieszmy się chwilą. Uciekajmy od zmartwień, żyjmy… i pijmy za to”…  Uwielbiam bajki, szczególnie takie, w których mogę się rozgościć. A w Estonii poczułam się jak w domu,

zdjęcie Ibazela

Siedzę pod takim drzewem, na takiej skarpie, pod takim niebiem i czuję, że tak musi wyglądać raj. Przestaję się dziwić, że ludzie wokół mnie są cudownie szczęśliwi. Ja się nie nudzę i sięgam po druty. Powstają kolejne rękawiczki inspirowane pięknem tego zjawiskowego kraju. Dziwoląg jestem, zamiast pięknych łowickich wzorów tworzę estońskie… Cóż, gdy usiądę pod gruszą na mazowieckiej łące to może poczuję wenę i … Stop, jestem w Estonii.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Stereotyp, czyli po drugiej stronie lustra

Stereotyp, czyli po drugiej stronie lustra

Rozmawialiście z kimś  (poza naszą „branżą”) na temat wizerunku, jaki podobno stwarzamy? Wielokrotnie widziałam niedowierzanie w oczach rozmówcy, w momencie, gdy ujawniłam swoją pasję. Początek rozmowy, jak zawsze, na temat. Tematy w komunikowaniu miedzy ludźmi zawsze się jakieś trafią. Najlepsze kwestie to badanie poziomu intelektualnego rozmówcy. Więc zaczynamy. Kawka, ciasteczko, rzut okiem czy inni patrzą i wędrujemy na wyższe szczeble intelektu. Pytanko „A ty? Jak się zapatrujesz na sartrowską negację oddziaływania czynnika solidarności społecznej w odczuciu sensu bytowania niezależnej jednostki”. Zamieram… Nie dla tego, że dziurę w edukacji posiadam, tylko co ma Sartre do ciasteczka? Umarł przecież, a ja czuję, że może być niedobrze. Szybciutko całą filozofię ogarniam i coraz bardziej wiercę się w fotelu. Egzamin u Świdy-Ziemby dawno zdałam,  a teraz ponownie? I to w czasie wolnym? Oj, niedobrze… Tamte czasy to luksus gry w bridge’a w przerwie między wykładami. Teraz nie! Przed oczami mam taki obrazek

I tutaj jestem w domu, więc… Ładnie mówię „do widzenia”, czapka na głowę i w nogi. A w myślach, dlaczego teraz z Kurtem Siegelem na ukulele nie gram i z dziewczynami nie śpiewam. Zwiałam nie dlatego, że Sartre nie lubię, ale mój czas relaksu to wolność. „Wolność od czegoś, czy do czegoś”. Oj, juz się plączę. Jeśli do czegoś, to do robienia tego, co lubię. jeśli od czegoś, to od unikania sytuacji, kiedy muszę udowadniać, że nie jestem kretynem.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Vintage style i Dom Klary

Vintage style i Dom Klary

Są chwile, kiedy marzę o tym, aby się oderwać od prozy codziennego życia i przenieść się na chwileczkę tam, gdzie życie wydaje się prostsze, spokojniejsze i bardziej naturalne – w przeszłość. Siedzę w wygodnym, uszatym fotelu, przy starej lampie i oglądam poszarzałe zdjęcia.

Rodzinne pamiątki, świadkowie minionych czasów. Życie zatrzymane w kadrze, przypomnienie dla potomnych: byliśmy tacy jak wy, pamiętajcie o nas zanim spotkamy się po drugiej stronie, kiedyś… Zwróciliście uwagę, że najczęściej fotografujemy chwile szczęśliwe, beztroskie, kiedy dobry los tylko do nas się uśmiecha? Widzimy to na zdjęciach robionych spontanicznie, instynktownie, nieświadomie. Utrwalamy chwilę, która już się nie powtórzy, pozostanie tylko w rodzinnym albumie. Czasami robimy fotografię na pamiątkę, taka poważną, dedykowaną określonym uroczystościom. Na nich wyglądamy inaczej. Pozowane zdjęcia to zaduma, refleksja, a może pragnienie bycia pięknym na  zawsze?

Stare fotografie to nie tylko pamięć o tych, co odeszli, ale także świadectwo czasów, które przeminęły. Na ich podstawie uczymy się, jak wyglądało życie naszych bliskich, co ich cieszyło, co smuciło i co chcieliby nam przekazać. A przekazali nam wiele, pokazali swój świat, który teraz możemy naśladować, ale nigdy nie będzie to ich czas i  miejsce. „Dwa razy w tej samej wodzie nie przejrzy się człowiek ,ni duch”, to cytat starej piosenki, zawsze aktualny.

Tak wyglądało życie naszych przodków. Nie przewidując okrucieństwa wojny bawili się, tworzyli, cieszyli każdym dniem. W nawiązaniu do tego , co pisałam wcześniej (tutaj), moja babcia dbała o swój wizerunek. Piękna, doskonale ubrana,  królowała na rautach, przyjęciach. Była wizytówka epoki w której żyła. Podziwiam i zazdroszczę, ale mogę tylko naśladować. Realnie umieszczona jestem w czasach, o których, być może, ktoś w przyszłości powie „Ale fajne było życie, super ciuchy, wow, chcę tak wyglądać”. Optymistka?

Czytaj dalej Czytaj dalej

Steampunk lady i rękawiczki Dom Klary / Steampunk Lady and Dom Klary’s Gloves

Steampunk lady i rękawiczki Dom Klary / Steampunk Lady and Dom Klary’s Gloves

Można podziwiać. Można też nienawidzieć – ale… Obcowanie ze steampunkiem to jak przebywanie na granicy bajki i świata realnego. Lubię go, miło utożsamić się  z czymś dziwnym, niepokojącym, intrygującym…

A przecież rozkosznym. Może przez ciekawość, wrodzoną zresztą, a może przez szacunek dla każdego rodzaju twórczości –  jestem tym stylem zauroczona. Przenieść się do krainy, w której emocje wyrażane są przez proste mechaniczne konstrukcje to fajna wyprawa. Alicja w krainie czarów? Raczej nie. Prędzej „Cudowny gość” Herberta George Wellsa. Upadły anioł,  w połowie drogi do pełnego człowieczeństwa.

Czytaj dalej Czytaj dalej