Browsed by
Tag: Dom Klary

Nastrojowa jesień i rękawiczki na drutach

Nastrojowa jesień i rękawiczki na drutach

Smutno za oknem, liście spadają  z drzew. Widziałam wczoraj klucz dzikich gęsi. Dostojny, piękny, idealny. Zygzak na szarym niebie. Miałam łzy w oczach. Ptaki żałośnie skrzeczały. Pożegnalna gęsia aria, smutna, kasandryczna, posępna, przed nimi długa droga. Myślę, że z żalem wspominały wspaniałe, letnie harce w cieplutkim mazowieckim stawie. I słońce i zapach pól po zachodzie słońca.

Nie lubię, gdy coś się kończy, nie lubię złych zmian („dobrych ” też nie nie kocham). Nie lubię jesieni, smutku, przemijania. Nie chodzi o datę w kalendarzu, to nie jest problem. Czasu nie da się oszukać, trybiki zegara delikatnie przesuwają wskazówki. Problemem jest metamorfoza, zmiana, transformacja z dobrego na gorsze. Z żalem spoglądam na ogród, który powoli pokrywa się całunem grozy, giną barwy, z bólem grabię zaschnięte liście… A było tak pięknie… Czekam na wiosnę!

Czytaj dalej Czytaj dalej

Szale estońskie – jak zrobić, uwagi i problemy

Szale estońskie – jak zrobić, uwagi i problemy

Szal estoński – jak zrobić

Szal skończony! Jest piękny! Milutki, zwiewny, delikatny. Nie było łatwo. Ilość wzorów ażurowych, oczka łapane raz z jednej, raz z drugiej strony, nieregularność powtarzania motywów, śliska włóczka, spadające oczka… Oj, działo się…. Najgorsze było liczenie oczek. Trzeba było przeliczać, czy gdzieś nie umknęło mi jedno, albo czy narzut zrobiłam, czy też o nim zapomniałam. W pewnym momencie miałam pomysł – odłożę robótkę na momencik, na chwilkę, na dwa tygodnie i potem do niej powrócę. Znam siebie. Na strychu mam kilka prac, które spokojnie czekają, aż twórcza wena powróci. I jakoś nie powraca. Babcia zawsze mi mówiła, dokończ jedno, potem sobie planuj dalsze prace. Tyle teoria, praktyka okazuje się inna. Zaczynam i nie kończę. Tym razem postanowiłam, że nie polegnę i szal będzie zrobiony.

Nie mam talentu wokalnego, ale wymyśłiłam metodę, aby zapamiętać wzór, który robię. Dwa razem na prawo, trzy prawe, narzut, trzy prawe, dwa razem na lewo…..  powtarzać w rytmie na dwa. I to szybko, żeby się zgadzało. I żeby głupich myśli podczas dziergania nie było. Bo te namolnie mnie męczyły i od pracy odciągały.

Zrobienie szala estońskiego to zadanie dla wprawnych rękodzielniczek. Praca jest ambitna, potrzebna jest wprawa w łapaniu oczek i opanowanie techniki. To co pisałam w poprzednim poście na temat małego bąbelka okazało się w praktyce bardzo trudne.

Oczka owijamy w ten sposób – prawe, lewe, prawe lewe….prawe. Tych owiniętych oczek jest 11. A potem to przeciągnięcie to jest mistrzostwo – nie jest takie łatwe, jak na rysunku.Ja zdejmowałam oczka pojedynczo, aby jakieś mi nie spadło i braku nie było. Na tym rysunku dokładniej widać, jak nawijamy oczka na bąbelek.

Moje bąbelki wyglądają tak, nie liczyłam, ale jest ich bardzo dużo. Wytrwale je nawijałam, bo w Estonii powiedziano mi, że żaden Chińczyk nie opracował metody, aby maszyna za nas wykonała taki szal. Podrabiają szale szetlandzkie, tam bąbli nie ma, z estońskimi mają problem. Nie dziwię się, bo te elementy są naprawdę trudne. Ale, dałam radę i zrobiłam!

bąbelki w szalu estońskim

Sposoby łapania oczek? To akurat jest proste, robimy je tak, jak nasze babki, bez specjalnego przekładania, kombinowania. Luźno. Trzeba ich tylko pilnować, bo łatwo spadają z drutów.

Szale robiły proste, niegramotne kobiety. Skąd u nich taka chęć i umiejętność komplikowania wzorów. Wzory są trudne, trzeba liczyć, przeliczać, dzielić, mnożyć… Obliczeniami zabazgrałam kilka kartek. Fakt, wybrałam bardzo trudny wzór, zrobiłam kilka ramek,  ale mam dwa fakultety, a one wielokrotnie nawet pisać nie potrafiły… Tym większa chwała i uznanie, że stworzyły coś, co potomni pokochali. Ja należę do tych, co oddają im głęboki pokłon i dziękuję. Za szale dziękuję i za możliwość ich zrobienia.

Mój szal jest ogromny. Trudno mi było zrobić zdjęcia. Próbowałam zaangażować Kubę do zrobienia fotki z drona, ale mam na działce zbyt wiele krzaków, dron by z nimi nie wygrał. Kuba obiecał. że zrobi sesję z drona, kiedy? Nie wiem… Ale poczekam. Widziałam szale estońskie różnej wielkości, mojego zmierzyć nie mogłam. Powinien być idealnie naciągnięty, wtedy ma  2 metry na dwa. Koleżanki dziewiarki zazwyczaj robią je znacznie mniejsze, ale taki ogromny jest super, można w nim utonąć, owinąć się. Mgiełka. Patrycja (moja przyjaciółka) stwierdziła, że to szal dla królowej, ewentualnie dla niej, bo do Elżbiety II jest bardzo podobna… Podobieństwa nie zauważyłam, szczególnie po wczorajszym opalaniu. Plecy ma spalone przez słońce, czerwone, z 17 bomblami po komarach. Do królowej daleka droga, mimo pochodzenia szal nie dla niej.

Co w szalach jest najłatwiejsze? To, że męczymy się z wzorem tylko po prawej stronie. Po lewej  wszystkie oczka przerabiamy tak, jak schodzę z drutu. Czyli lewe. I wtedy odpoczywamy i marzymy, że szal już skończony… i zrobimy coś innego… np. rękawiczki estońskie z tej samej włoczki, cieniutkiej, jak pajęcza nitka . Mam jej sporo.

Koronka wokół szala – oczka nabieramy w ten sposób. Nie zrobi się nam falbanka, nic się nie będzie ciągnęło, ilość oczek będzie idealna.

Poprzednio pisałam, jak zakańczamy koronkę szala tutaj. Jest inna metoda, lepsza. Za pomocą szydełka. Trzy oczka razem i 5  oczek łańcuszka , powtarzamy. Tą metodę pokazała mi moja babcia. Sprawdziłam, jest idealna. Szal układa się doskonale

Szal estoński – jak zrobić
szal estoński – jak zrobić
Szal estoński Jak zrobić

Żal, że praca wykonana? Oczywiście! Takie dzierganie uzależnia. Podczas pracy oczekujemy na efekty, udało się, czy się nie udało. Tym razem jestem zadowolona. Jeśli ktoś ma pytania, może jakiś fragment ominęłam przy opisywaniu? Czekam na informacje w komentarzach. Teraz robię rękawiczki do szala, wzory estońskie… uwielbiam je.

 

A tak swoja droga, czy gdzieś na świecie kobietki tak się bawią?

Wiosenne rękawiczki na drutach a testowanie wzorów

Wiosenne rękawiczki na drutach a testowanie wzorów

Siedzę zamknięta w hermetycznym pokoju. Smog zniewolił mnie w domu. Przez okno obserwuję jak przyroda powolutku, precyzyjnie, na przekór pogodzie, zaczyna budzić się do życia. A może to, co widzę to tylko tęsknota za ciepełkiem i to, co widzę to tylko wytwór mojej wyobraźni?

No, może aż tak pięknie nie jest, ale już niedługo będzie. Z Komputerem w krzaki pójdziemy, sasanki, krokusy i inne kwiatki na łące będziemy podziwiać. Póki co, garderobę do wiosny przygotować muszę. Zmobilizowana jestem, bo Patrycja (moja koleżanka, którą skromnie opisałam tutaj Patrycja właśnie wpadła z wizytą i z urokiem, właściwym dla siebie, całą moją garderobę krytycznie przegląda. Od czasu do czasu zerka na mnie, jakby pierwszy raz mnie na oczy widziała. Nie mam zaufania do Patrycji, szczególnie wtedy, gdy jej zaangażowanie jest tak ekspansywne. Patrycja należy do  osób, dla których ciężka praca fizyczna to wyzwanie, któremu nie jest w stanie podołać (niestety, dobrałyśmy się, obie mamy trudności z utrzymaniem porządku). Ja często robię twórczy bałagan, moja koleżanka również, tylko po niej ma kto sprzątać. Po mnie nie, więc… Pati… może kawka? Spojrzała i szybciej przegląd robiła. Ciasteczko przy tym konsumowała.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Polish knitting – Polish handcraft – Polacy nie gęsi i swoje rękodzieło mają

Polish knitting – Polish handcraft – Polacy nie gęsi i swoje rękodzieło mają

Zaczęło się niewinnie. Ucieszyłam się z dużej ilości życzeń świątecznych. Fajnie, że ludzie pamiętają. Przynajmniej raz w roku się odzywają, miło. Z rozrzewnieniem wczytywałam się w treść, przypominałam sobie ciekawostki z naszych spotkań w realu. Czasy takie durne, że łatwiej jest klikać w klawiaturę, niż organizować spotkanie. Niby wszystko o sobie wiemy, ale spotykamy się nieczęsto. namiętnie natomiast piszemy e-maile. Szybko, sprawnie, bez zobowiązań, najprościej. Trudno zreszta organizować imprezę z kimś, kto aktualnie przebywa w Stanach, w Brazylii, czy innym odległym zakątku świata. Rozproszyliśmy się, ale miło, że o sobie pamiętamy i  życzymy sobie tego, co i sobie chcielibyśmy pożyczyć.
Wiele osób z kręgów robótkowych również przysłało mi serdeczne uściski i pozdrowienia. Dziękuję. Dzięki internetowi świat jest maleńki, możemy wymieniać informacje, możemy się chwalić naszymi pracami, nie jesteśmy anonimowi. Nasze prace krążą po świecie i cieszymy się, gdy ktoś nas chwali, pisze, że to co stworzyliśmy jest piękne. Miłe słowa łechcą moją próżność.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Mój styl, czyli to , co kocham. Bajka o Iris Apfel

Mój styl, czyli to , co kocham. Bajka o Iris Apfel

Jaki jest mój styl, co mnie urzeka, w czym najlepiej się czuję? Trudne pytanie, ale jeśli powiem, że za swojego guru modowego uznaję panią Iris Apfel to zrozumiecie, dlaczego ludzie się za mną na ulicy oglądają.

Iris powiedziała kiedyś „More is more & less is a bore” („Więcej znaczy więcej, a mniej znaczy nudno.”).  Święte słowa, traktuję je jak przesłanie, normatyw, obowiązek, konieczność. Nie ważna jest moda, ważne, aby wszystkiego było dużo. I z tego przesłania chętnie korzystam.

Iris Apfel wygląda tak

http://mistressmaddie.blogspot.com/ “For me the key to personal style lies in accessories

“For me the key to personal style lies in accessories”
„Dla mnie kluczem stylu osobistego są dodatki”

Czytaj dalej Czytaj dalej

Rękawiczki litewskie na drutach (Latvian gloves) czyli wzloty i upadki w domu Klary

Rękawiczki litewskie na drutach (Latvian gloves) czyli wzloty i upadki w domu Klary

Często zastanawiam się, dlaczego robię rękawiczki a nie bamboszki, szaliczki skarpety… Zrobić kapcie to nie problem. można tak, dwa kłębki i gotowe.

http://www.topcrochetpatterns.com/blog/11-truths-only-a-crocheter-will-know
http://www.topcrochetpatterns.com/blog/11-truths-only-a-crocheter-will-know

(zrobiłam kapcie dzisiaj , wzór był niepotrzebny)

Skoro można tak, to po co się męczyć? Wzory wymyślać, kombinować, uda się, nie uda się… za małe, za duże… Szaliczek to nudna sprawa, poszaleć nie można i jest taki długi. Robi się i końca nie widać. Sweterek może być za mały, albo za duży. Albo jeszcze gorzej. Pod koniec pracy może się okazać, że włóczka skończyła się, a my mamy jeszcze jeden rękaw do zrobienia. I co wtedy? Żałujemy, że rękawiczek nie zrobiliśmy. Robi się je szybciutko, zawsze jakieś wyjdą… Takie jest moje zdanie i tego będę się trzymać.

Praca nad rękawiczkami to relaks, można przy tym pomarzyć, muzyki posłuchać, ze znajomymi pogadać… Inspirację tylko trzeba znaleźć, bo praca po omacku w moim przypadku się nie sprawdza. Za bardzo kombinuję i efekt może rozczarować, porazi nawet bardzo niewybredne osoby. No proszę, to jeden z okazów, które szokują i raczej nikogo nie zachwycą, przynajmniej nie powinny…

Czytaj dalej Czytaj dalej

W krainie baśni czyli jak Klara z Laprechunem walczy

W krainie baśni czyli jak Klara z Laprechunem walczy

121222025753

Już dawno widok listonosza mnie nie wzruszył. Bo czym się wzruszać? Człowiek, jak człowiek, na rowerku pocztę przywozi. Żeby jakąś ciekawą pocztę. Zawsze przychodzą życzenia (ktoś sobie życzy, aby mu zapłacić), albo zaproszenia (ktoś zaprasza mnie na coś, czego oglądać nie mam ochoty). Tym razem jest inaczej. Na to czekałam już długo… Zachwycam się, podziwiam, delektuję… Listonosz patrzy na mnie podejrzliwie. Nie ma chyba o mnie dobrego zdania. W szlafroku, z Komputerem na rękach (przypominam, że to mój pies), wyglądam nieciekawie. Włos rozwiany, obłęd w oczach. Mam paczkę! W nosie mam co pan sobie pomyśli, odtańczyłam aztecki taniec radości. Pan nie zrozumiał, że powinien się przyłączyć i razem ze mną podrygiwać, aby energię w sobie rozbudzić i radość ogromną światu pokazać. Widocznie taniec ten był panu nieznany, bo szybciutko na rower zasiadł i  pomknął jak strzała do sąsiedniego domu.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Klara w rękawiczkach w Matrixie siedzi

Klara w rękawiczkach w Matrixie siedzi

Radośnie rozpoczynam dzień. Postanowiłam, żadnych zmartwień, problemów, dzień ma obfitować w same przyjemności. W końcu to ja dyktuję sobie, co mam robić. Jestem osobą wielozadaniową, świetnie zorganizowaną i…. ,  chyba się zapędziłam. Wcale tak nie jest. Mój słaby punkt – bez odpowiedniego  bodźca nikt do niczego mnie nie zmusi. Rozglądam się, wybałuszam oczy, tonę w spojrzeniach za inspiracją i … nic.

Ruch na człowieka świetnie działa. Na siłownię pójdę (nigdy tam nie byłam). Muszę się przygotować. W internecie popatrzę jak to zrobić. Gwiazda fitnessu – Ewa Chodakowska. Do pani Chodakowskiej zniechęciłam się już dawno Kobieta ma taki temperament, że prędzej mnie do szpitala wywiozą, niż za nią nadążę. Przyznała się, „Jestem koniem wyścigowym, który zostawia tych najgłośniej krzyczących daleko w tyle”. Jak mam, pani Ewo, nie wrzeszczeć, kiedy nie nadążam za panią? Czytam blog Ani Lewandowskiej. Wygląda na bardziej opanowaną i może tak mnie pokieruje, że błędu nie popełnię. Uwaga, czytam… „Stretching to często zaniedbywana, a przecież szalenie ważna część treningu! Może też być samodzielną jednostką treningową. Nigdy o nim nie zapominaj, a Twoje mięśnie na pewno się odwdzięczą za ten poświęcony na rozciąganie czas :)”. Proszę, nie ma to jak z fachowcem pogadać…Już czuję siły witalne,  duch sportu opanował  każda komórkę mego wątłego ciała.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Stereotyp, czyli po drugiej stronie lustra

Stereotyp, czyli po drugiej stronie lustra

Rozmawialiście z kimś  (poza naszą „branżą”) na temat wizerunku, jaki podobno stwarzamy? Wielokrotnie widziałam niedowierzanie w oczach rozmówcy, w momencie, gdy ujawniłam swoją pasję. Początek rozmowy, jak zawsze, na temat. Tematy w komunikowaniu miedzy ludźmi zawsze się jakieś trafią. Najlepsze kwestie to badanie poziomu intelektualnego rozmówcy. Więc zaczynamy. Kawka, ciasteczko, rzut okiem czy inni patrzą i wędrujemy na wyższe szczeble intelektu. Pytanko „A ty? Jak się zapatrujesz na sartrowską negację oddziaływania czynnika solidarności społecznej w odczuciu sensu bytowania niezależnej jednostki”. Zamieram… Nie dla tego, że dziurę w edukacji posiadam, tylko co ma Sartre do ciasteczka? Umarł przecież, a ja czuję, że może być niedobrze. Szybciutko całą filozofię ogarniam i coraz bardziej wiercę się w fotelu. Egzamin u Świdy-Ziemby dawno zdałam,  a teraz ponownie? I to w czasie wolnym? Oj, niedobrze… Tamte czasy to luksus gry w bridge’a w przerwie między wykładami. Teraz nie! Przed oczami mam taki obrazek

I tutaj jestem w domu, więc… Ładnie mówię „do widzenia”, czapka na głowę i w nogi. A w myślach, dlaczego teraz z Kurtem Siegelem na ukulele nie gram i z dziewczynami nie śpiewam. Zwiałam nie dlatego, że Sartre nie lubię, ale mój czas relaksu to wolność. „Wolność od czegoś, czy do czegoś”. Oj, juz się plączę. Jeśli do czegoś, to do robienia tego, co lubię. jeśli od czegoś, to od unikania sytuacji, kiedy muszę udowadniać, że nie jestem kretynem.

Czytaj dalej Czytaj dalej