Browsed by
Kategoria: czapki

Rękawiczki na drutach i zamek nad Loarą

Rękawiczki na drutach i zamek nad Loarą

Rozkoszna jesienna aura – leje. Siedzimy z Pati  w wygodnych fotelach, pijemy kawkę i dziergamy rękawiczki. Dokładnie – ja dziergam, Pati siedzi i pilnuje, aby mnie nic od tego dziergania nie odciągnęło. Zimno się zrobiło, czapki, które zrobiłam (tutaj) Patrycja z wdziękiem prezentuje, ale w łapy jej zimno. Spacer w czapce i bez rękawiczek? Nie do zaakceptowania! Pati musi mieć zestaw. Przybiegła rano, rozkazała dzierganie, teraz bawi mnie rozmową.

„Wiesz, słyszałam, że pałac jest do kupienia”. Spojrzałam na nią z zachwytem. To rozumiem. Pałac ważna sprawa i niezbędna. Co tam takie domki, jakie posiadamy. Skromniuśkie, malutkie, mizerniutkie. Pałac to pałac. Mnie na żaden nie stać, ale jak Pati ma ochotę – niech kupuje! Jej dom jest piękny, ale mój faktycznie, mógł by  być lepszy. Muszę się tylko dowiedzieć szczegółów. Jak połączymy siły, to kto wie? Przez moment widziałam siebie w pałacowych komnatach. Siedzę na szezlongu, filiżankę trzymam w dłoni, leniwie zerkam, jak służba czyści perskie dywany  upaplane przez moją wierną psinę (Komputera). W drzwiach stoi p. Rozenek w stroju gosposi, za nią, w kucharskim fartuchu Magda Gessler… Czas wydać dyspozycje, dzisiejszy bal musi być wspaniały…

Czytaj dalej Czytaj dalej

Prosta czapka na drutach, jak zrobić

Prosta czapka na drutach, jak zrobić

Szaruga jesienna, deszcz, wiatr… Zaczynam się przyzwyczajać do zimna. Ciężko mi, ale wierzę że pokonam złe moce tkwiące w mrokach dnia codziennego. Otrząsnę się niczym Komputer  (dla niewtajemniczonych – mój pies) po błotnym spacerze i z rozkoszą zasiądę w fotelu z robótką w dłoni. Wydziergam cieplutki sweterek dla pieska i czapeczkę dla jego ukochanej Pani ( to znaczy dla mnie). Już nawet projekt zrobiłam. Miało to być dzieło niepowtarzalne i zespolone. Czyli – moja czapka i sweterek dla pieska z identycznymi wzorami. Będziemy sobie dreptać po Falenicy i rozkoszować się pogodą… To ma być terapia. Muszę się, przekonać do zimna, muszę walczyć z niemocą spowodowaną paraliżem zimowym. Sfrustrowana i pełna goryczy byłam wczoraj, dzisiaj jestem radosna niczym przeżarty kruk na krzaku ostokrzewu…

I tak sobie siedzimy z Komputerkiem, on mnie liże, ja go głaszczę. Niema dyskusja o przyjaźni psa i człowieka. ALARM! Dzwonek do furtki. Patrycja! W przeciwieństwie do Komputera nawet się ucieszyłam. Poplotkujemy sobie, kawki się napijemy, obgadamy Albercika, bo coś ostatnio był markotny… Złudne marzenie. Pati przybiegła z prośbą. „Zrób mi czapkę na zimę!” Czapka ma być nieskomplikowana, prosta, dokładnie taka jakiej robić nie lubię. Wzór jak dla kretyna, analfabety robótkowego. Pomysły pojawiły się natychmiast. Oto różne wersje czapki, w jakiej Pati by mogła prezentować się na salonach:

Niestety, to, co dla mnie było idealne, dla Patrycji niekoniecznie… Pati jest dużą dziewczynką, w tych wersjach nakrycia głowy wyglądałaby jak samowar w tajdze. Czapka musi być normalna, bez ekstrawagancji, zbędnych dodatków, prosta.

Postanowiłam zrobić tutoriał, czyli łopatologicznie, krok po kroku pokazać, jak można taką czapkę wykonać. Może Pati zaskoczy i czapeczkę sobie sama wydzierga… .

Czytaj dalej Czytaj dalej

Rzut beretem w domu Klary

Rzut beretem w domu Klary

Pogoda jaka, jest każdy widzi. Słońce o nas zapomniało, zresztą nie dziwię się. Ja też bym zapomniała, gdybym w cieplutkich krajach była. Tutaj wiatr, zimno, deszcz, a gdzieś mandarynki na drzewach dojrzewają. Z radością wybrałabym to drugie. Ja na plaży, już to czuję, cieplutko… przyjemnie. Palmy nade mną, szum cieplutkiego morza, spremuto w dłoni. Wyobraźnia na chwilę przeniosła mnie do raju… Chcę do Sorento!

Już mnie tutaj  nie ma,  z nimi dreptam, podryguję, szczęśliwe chwile. Tarantella, czuję to… Ruszam w tany, trochę nie wychodzi, trudno, Potknęłam się, leżę… Nie pierwszy raz mi się przydarzyło, zawsze się podnoszę… Znowu tańczę. A wiecie, dlaczego lubię ten ten taniec? To antidotum na wszelkie zło, lek na wszystko . Nie ja to odkryłam, taka stara nie jestem. To bajka, która usłyszałam właśnie w Sorrento. Ale z właściwą sobie skłonnością do sprowadzania  każdej historyjki do siebie, opowiem na czym to polega. Leżysz na plaży, patrzysz w niebo, od czasu do czasu pozycję zmieniasz, (słoneczko za bardzo prawy policzek spiekło), wypoczywasz. Nagle, coś cię udziabało. Wstajesz, patrzysz, o, pajączek jakiś.. Nie byle jaki, szaro- brązowy,  oczka ma takie śliczne i futerko…

  

Czytaj dalej Czytaj dalej