Browsed by
Miesiąc: Listopad 2017

Rękawiczki na drutach i Pałac Kultury w Warszawie

Rękawiczki na drutach i Pałac Kultury w Warszawie

Oj, niedobrze…

Wysłuchałam w radio audycji i szok, panika, wściekłość. Ręce mi się trzęsą. Naprawdę zamierzają rozwalić Pałac Kultury! Uznano, że ten symbol komunizmu, dar sowieckiej Rosji, Stalinowski relikt, powinien zniknąć. Wojsko zrobi to w jeden dzień, pozostaną tylko gruzy… Pozbędą się pomnika dedykowanego sowieckiemu dyktatorowi! Będzie piękne centrum handlowe, urocze sklepiki i kawiarenki. Miejsce relaksu i oaza nowoczesnego dizajnu. Oj, jak będzie rozkosznie i miło. Zniknie z powierzchni zaraza architektoniczna Lwa Rudniewa.

Odkąd pamietam Pałac stał w centralnym punkcie Warszawy. Zawsze był i cichutko proszę, niech tak pozostanie. Widać go z każdego miejsca, jest punkcikiem na mapie turystów. Jeśli go widzimy, to jeszcze jest Warszawa, gdy nam znika, to trzeba go poszukać, bo chyba zabłądziliśmy. Śmieszą mnie historyjki  o jego powstaniu. Podobno robotnicy podczas prac murarskich słuchali muzyki poważnej i czytali literaturę piękną. Niesamowite! Spróbujcie zmusić współczesnych budowniczych metra do kopania pod Chopina i czytania Goethe’go…

Pałac zawsze wzbudzał emocje. Jedni go chcieli, inni nie. Śpiewano nawet „Co nam obca przemoc dała, nocą rozbierzemy”. Dyskusje są i były, a Pałac jak stał, tak stoi. Dla mnie jest ważny. Nie jako pomnik gloryfikujący minioną epokę, a jako miejsce wspomnień. Tutaj śpiewali Jan Kiepura, Marlena Dietrich, Rolling Stones, Bareja często wykorzystywał sale pałacu w swoich filmach. To nie jest symbol komunizmu, to wspomnienia wspaniałych kulturalnych spotkań, historia, część epoki, która odeszła (i dobrze), ale była. Nie możemy gumką myszką wymazać wszystkiego. Jeśli zburzymy Pałac, zniszczymy część historii. Ale to nie znaczy, że jej nie było. Równie dobrze możemy zlikwidować wszystko, co łączy się z tą epoką. Pyk i nie ma MDM-u, pyk i Starówka w ruinie, strzał i most Śląsko Dąbrowski zniknął… To przecież historia, nasza historia… Zburzmy też Łazienki, w ten sam sposób, co kino „Moskwa”, mamy wprawę,  to też inna epoka i  podobno nie nasza. Przypomniała mi się pieśń Kaczmarskiego, Pałac przypomina mi żebraka, który prosi  o grosik i chwilę zadumy…Jest biedny, poddany sądowi. Kara może być okrutna, zawinił, bo jest. Ale, czy warto wszystko niszczyć coś, co jest i niczemu nie jest winne?

Jeden z ministrów (p.Kownacki)  stwierdził, że idealnie by było powtórzyć , to co się stało z Soborem św. Aleksandra Newskiego na placu Saskim. Rozebrano go, szybciutko, przecież był symbolem rosyjskiego panowania, jak teraz Pałac Kultury. A mnie jest żal, że tej cerkwi nie ma. I nie dlatego, że kocham Rosjan, ale dlatego, że kocham, to, co piękne! A była piękna i już jej nie ma!

Bardzo proszę, przestańcie kombinować, jak z mojego miasta zrobić zrobić Manhattan!

Centrów handlowych mamy nadmiar, a Pałac jest tylko jeden. Nie potrzeba mi takich widoków… Zobaczcie:

Główna ulica Manhattanu

Z rozpaczy dorobiłam Patrycji brakujące rękawiczki do drugiej czapki. Narzekała, że czapka jest samotna, jak Pałac. I tak się rozkręciłam, że rękawiczki zrobiłam podwójne, z nakładkami. Została odrobina włóczki, z tej końcówki powstał szaliczek. Malutki, ale może się jej przyda. Dla ozdoby, takie maleństwo pod brodą, ale cieplutkie i milutkie.

jak zrobić czapkę
wersja włóczka kolorowa

 

Mam nadzieję, że Patrycja będzie zadowolona. Pracowałam nad tym kompletem w stanie załamania i rozpaczy. Miałyśmy kupić zamek na zamek nad Loarą, nic nam z tego nie wyszło. A może tak zaopiekować się naszym Pałacem Kultury. Biegnę go Pati, musimy to przedyskutować.

Rękawiczki na drutach i zamek nad Loarą

Rękawiczki na drutach i zamek nad Loarą

Rozkoszna jesienna aura – leje. Siedzimy z Pati  w wygodnych fotelach, pijemy kawkę i dziergamy rękawiczki. Dokładnie – ja dziergam, Pati siedzi i pilnuje, aby mnie nic od tego dziergania nie odciągnęło. Zimno się zrobiło, czapki, które zrobiłam (tutaj) Patrycja z wdziękiem prezentuje, ale w łapy jej zimno. Spacer w czapce i bez rękawiczek? Nie do zaakceptowania! Pati musi mieć zestaw. Przybiegła rano, rozkazała dzierganie, teraz bawi mnie rozmową.

„Wiesz, słyszałam, że pałac jest do kupienia”. Spojrzałam na nią z zachwytem. To rozumiem. Pałac ważna sprawa i niezbędna. Co tam takie domki, jakie posiadamy. Skromniuśkie, malutkie, mizerniutkie. Pałac to pałac. Mnie na żaden nie stać, ale jak Pati ma ochotę – niech kupuje! Jej dom jest piękny, ale mój faktycznie, mógł by  być lepszy. Muszę się tylko dowiedzieć szczegółów. Jak połączymy siły, to kto wie? Przez moment widziałam siebie w pałacowych komnatach. Siedzę na szezlongu, filiżankę trzymam w dłoni, leniwie zerkam, jak służba czyści perskie dywany  upaplane przez moją wierną psinę (Komputera). W drzwiach stoi p. Rozenek w stroju gosposi, za nią, w kucharskim fartuchu Magda Gessler… Czas wydać dyspozycje, dzisiejszy bal musi być wspaniały…

Czytaj dalej Czytaj dalej

Prosta czapka na drutach, jak zrobić

Prosta czapka na drutach, jak zrobić

Szaruga jesienna, deszcz, wiatr… Zaczynam się przyzwyczajać do zimna. Ciężko mi, ale wierzę że pokonam złe moce tkwiące w mrokach dnia codziennego. Otrząsnę się niczym Komputer  (dla niewtajemniczonych – mój pies) po błotnym spacerze i z rozkoszą zasiądę w fotelu z robótką w dłoni. Wydziergam cieplutki sweterek dla pieska i czapeczkę dla jego ukochanej Pani ( to znaczy dla mnie). Już nawet projekt zrobiłam. Miało to być dzieło niepowtarzalne i zespolone. Czyli – moja czapka i sweterek dla pieska z identycznymi wzorami. Będziemy sobie dreptać po Falenicy i rozkoszować się pogodą… To ma być terapia. Muszę się, przekonać do zimna, muszę walczyć z niemocą spowodowaną paraliżem zimowym. Sfrustrowana i pełna goryczy byłam wczoraj, dzisiaj jestem radosna niczym przeżarty kruk na krzaku ostokrzewu…

I tak sobie siedzimy z Komputerkiem, on mnie liże, ja go głaszczę. Niema dyskusja o przyjaźni psa i człowieka. ALARM! Dzwonek do furtki. Patrycja! W przeciwieństwie do Komputera nawet się ucieszyłam. Poplotkujemy sobie, kawki się napijemy, obgadamy Albercika, bo coś ostatnio był markotny… Złudne marzenie. Pati przybiegła z prośbą. „Zrób mi czapkę na zimę!” Czapka ma być nieskomplikowana, prosta, dokładnie taka jakiej robić nie lubię. Wzór jak dla kretyna, analfabety robótkowego. Pomysły pojawiły się natychmiast. Oto różne wersje czapki, w jakiej Pati by mogła prezentować się na salonach:

Niestety, to, co dla mnie było idealne, dla Patrycji niekoniecznie… Pati jest dużą dziewczynką, w tych wersjach nakrycia głowy wyglądałaby jak samowar w tajdze. Czapka musi być normalna, bez ekstrawagancji, zbędnych dodatków, prosta.

Postanowiłam zrobić tutoriał, czyli łopatologicznie, krok po kroku pokazać, jak można taką czapkę wykonać. Może Pati zaskoczy i czapeczkę sobie sama wydzierga… .

Czytaj dalej Czytaj dalej