Niebo dla wszystkich

Niebo dla wszystkich

Dzień wspomnień. Od kilku dni biegam po cmentarzach. Odwiedzam bliskich i dalszych.  Przy każdym grobie stoję cichutko, zapalę świeczkę, wspominam…. Ciasteczka i kawy od nich nie dostanę, ale czekam… Może? Może tak jak jak kiedyś, pobiegniemy do baru… nieprzespane noce, zabawa do białego rana, pobudka i określanie linii horyzontu, pytanie gdzie jesteśmy? Ile bitew stoczyliśmy, ile słów wypowiedzieliśmy… I wspominaliśmy, wspominaliśmy każdego, kogo z nami już  nie było. Dziś ten krąg się poszerza, odchodzą następni… Ciasno się robi po drugiej stronie. Z mojej półki biorą do nieba. Nie pogadam już z Wami, a bardzo bym chciała. Jestem pewna, że tam się spotykacie, czekacie, kto następny, proszę….

Byliście wspaniali, radośni, cierpliwi. W Waszych słowach była dobroć i cudowne rozumienie świata. Daliście tyle miłości, nauczyliście mnie wszystkiego. Nawet tego, co w życiu się nie przydało, ale wzbogaciło mnie o ten jeden punkcik w drodze do nieba.  Nie lubię cytować słów ks.Twardowskiego  („śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”). Wiem, że mnie nie dotyczą,  bo ja Was kochałam. Nie muszę się śpieszyć, zresztą już nie zdążę. Was nie ma. Jesteście tylko w mej pamięci. Ksiądz Józef Tischner (mój ulubiony) powiedział „Zanim cię zbawią, trzeba wiedzieć, kogo zbawić. Musisz być sobą, bo jeśli będziesz kimś innym, to akurat zbawią tego innego, a nie ciebie”. Więc jestem sobą, o Was pamiętam i dziękuję za to, że byliście. W tych dniach chłodnej refleksji wspominam i …

Ocieram łzy, Wszystko w porządku, staram się i jestem wdzięczna, za to że byliście.

„Ale dotknij moich łez swymi wargami
Dotknij mego świata opuszkami swoich palców, Wieczność jest nasza dzisiaj, Jednakże, kto czeka wiecznie?”

 

 

10 thoughts on “Niebo dla wszystkich

  1. Nie chodze na cmentarze, nie lubie, a teraz ma zdecydowanie zbyt daleko, ale nie tesknie za tym swietem. W mojej pamieci, chyba juz nastoletniej, szczegolnie utkwil jeden z takich swiatecznych dni: Chyba akurat wypadlo to w niedziele, bo wspomnienie zaczyna sie od wyjscia z kosciola. Byl wyjatkowo paskudny dzien, kiedy wyszlismy zobaczylam szary i zimny swiat, oberwane z lisci galezie drzew bezlitosnie szarpane wiatrem, a na dodatek siekl deszcz ze sniegiem, aura stwarzala upiorny, wisielczy nastroj jak z horroru. Marzylam tylko o tym aby wrocic do cieplego domu, ale mama pociagnela mnie na cmentarz.
    Moich bliskich, ktorych juz z nami nie ma, mam w sercu i codziennie o nich mysle. Dzisiaj, zapalilam ku ich pamieci 2 z moich szydelkowych lampionow i teraz siedze w fotelu szydelkujac i patrze sobie na nie. Mysle o babci, o mamie i ojcu, o cioci i moim koledze ktory zmarl majac niespelna 11 lat, i innych … , mysle tez o moich zwierzakach ktore pozegnalam. A za moim oknem jest dzis szaro, ale ta szarosc rozswietlaja pozolkle liscie dwoch lip rosnacych na przeciw moich okien. Tu w Londynie liscie jeszcze nie opadly, tu jesien jest inna. A ja pomimo, ze jestem tak daleko od miejsca w ktorym sie urodzilam, to moich bliskich ma obok siebie, bo w mojej pamieci.
    A blog cudny, przeczytalam juz prawie wszystkie posty i zostane tutaj 🙂 A storne na facebook nadal bede sledzic.

  2. Dina, jak miło, że zajrzałaś. Jesteś uczuciowa, to widać. Każdego roku powiększa się luka w naszym życiu, tracimy, ale także zyskujemy. Masz wspaniałego wnuka, rodzinę, a przede wszystkim serce. W nim rozgościły się wspomnienia, czuję, że tam mieszkają też anioły. Tylko dobry człowiek może w tak krótkim poście przekazać tyle miłych sercu informacji. Pozdrawiam ze smutnego kraju… Gosia, a te lisy masz z Tower?

      1. Lubię liski, ale za oknami to chyba przesada. Wpadłam na FB, fajne lampiony. Idealne na każdą porę roku. A gdyby te liski tak lampionami otoczyć? One podobno światła nie lubią i do Bristolu by zwiały…

  3. Przybywa, ciągle przybywa tych miejsc do odwiedzenia. I paradoksalnie dzisiejsze święto staje się też jedyną okazją do spotkania tych żyjących – ileż dzisiaj widziałam i słyszałam takich powitań „nie poznałem, gdzie teraz jesteś, a to twoje….. dzieci, mąż, żona” itp.

    1. Tak, spotykamy się albo na pogrzebach, albo na ślubach. Wybieram to drugie. Każdy pogrzeb to strata, mój przystanek do nieba. Każde wesele to radość, że są szczęśliwi ludzie.

  4. Cicho spadają liście
    kołysane listopadowym wiatrem
    falują w przestworzach
    karmione bladymi promykami słońca
    razem z nimi
    sfruwają na ziemię
    niewypowiedziane słowa miłości
    czyjś uścisk dłoni i spojrzenie oczu
    zapomniane gesty
    które ożywają mgiełką
    na wilgotnych powiekach
    chciałoby się kogoś objąć
    i powiedzieć to samo raz jeszcze
    ale krople deszczu
    zagłuszają słowa
    a może niebo zabiera je w przestworza…
    Tak… wzruszyłam się, bardzo się wzruszyłam i pozwoliłam sobie go zacytować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *