Estońskie rękawiczki – eesti kindad – estonian gloves

Estońskie rękawiczki – eesti kindad – estonian gloves

Są chwile, kiedy się nudzę. Nie zdarza się to często, życie emocji mi dostarcza.  Ale… Gdy się nudzę, sięgam po druty. To moja metoda na lenia. Wymyślam, rysuję, obliczam i nuda znika. Przypominam sobie historyjki, które mnie inspirują, pomagają nadać sens temu co robię. Czasami słowa „rób, rób, to co robisz i mnie inspiruje i motywuje do pracy” ma dla mnie ogromną wartość. To znaczy, że warto dziergać, kombinować, sprawiać komuś radość.

„Terviseks!”,  jedyne słowo, które opanowałam po estońsku. Co oznacza? No cóż, dokładnie „na zdrowie!”, a jeszcze dokładniej? „Bawmy się do białego rana, tańczmy, jedzmy, cieszmy się chwilą. Uciekajmy od zmartwień, żyjmy… i pijmy za to”…  Uwielbiam bajki, szczególnie takie, w których mogę się rozgościć. A w Estonii poczułam się jak w domu,

zdjęcie Ibazela

Siedzę pod takim drzewem, na takiej skarpie, pod takim niebiem i czuję, że tak musi wyglądać raj. Przestaję się dziwić, że ludzie wokół mnie są cudownie szczęśliwi. Ja się nie nudzę i sięgam po druty. Powstają kolejne rękawiczki inspirowane pięknem tego zjawiskowego kraju. Dziwoląg jestem, zamiast pięknych łowickich wzorów tworzę estońskie… Cóż, gdy usiądę pod gruszą na mazowieckiej łące to może poczuję wenę i … Stop, jestem w Estonii.

Uwielbiam Estonię. Kocham jej bajkowość, tajemniczość, magię. Tradycja przeplata się z nowoczesnością. Lasy, jeziora, rzeki, twierdze, zamki… Mam wrażenie, że cofnęłam się w czasie, jestem w długiej sukni, czepeczku i wyglądam tak

Obhaftowana, ustrojona, taka ludowa, uwielbiam … Tylko ten naszyjnik mnie przeważa, waży ok. 8 kg. To przesada, poproszę lżejszy! Biegnę na targ rękodzieła, na szczęście targów rękodzieła jest w Estonii dostatek. I tu pojawia się problem. Z jednej strony średniowiecze,  z drugiej ceny jak w st.Tropez… Zrezygnowałam, bo na piechotę do Polski bym musiała dreptać, ale podziwiać mogę za darmo.

Estonia to taki kraj, gdzie diabeł z aniołem w jednej orkiestrze grają.  Aniołek trzyma kannel w dłoni, subtelnie w struny uderza, a diabeł dmie w dudy,  aż mu oczy na wierzch wychodzą, następne w kolejce do opuszczenia diabelskiego ciała są płuca. Kannel wykonany był z rybich ości i różnych kawałków drewna, a za struny służyły mu podobno włosy syrenek.  Tak w/g legendy miał wyglądać dar Pana Boga dla Estończyków.

Aniołek  przy pomocy tego instrumentu złe duchy odstrasza

Diabełek natomiast w dudy dmie. Podczas pogańskich rytów bez tego instrumentu nie ma zabawy. W Estonii noszę nazwę torupill i były podarunkiem od diabła.

W każdej legendzie jest walka dobra ze złem. Więc aniołek szarpie struny , diabeł w dudy dmucha i zabawa trwa. Proszę, scenariusz na bajkę dla dzieci gotowy. Odwieczna walka anioła z diabłem, nieba z piekłem, wiadomo kto wygra. Dla mnie wygrywa Estonia, kraj który od dawna mnie inspiruje, zachęca do poczucia magii przyrody, poznania wdzięku kultury i prostoty ludowych opowieści. Ile piękna i poezji jest w zdjęciu Kylli Spare (estońska fotografik). Patrzę na nią i widzę czarowny świat, którego elementem bym chciała być. Niestety, nie jestem. (zawsze wiedziałam , że moja miejskość to pomysł nietrafiony).

Cudowne zdjęcie, kobieta w czerni… Wiadomo, gdzie anioły i demony tam ja… Koniec marzeń.

Powrót. Grają polkę, tradycyjny estoński folk.  Milo mi zrobiło, chociaż polka nie nasza, to bodaj w tytule poczułam się swojsko.  W tany ruszyłam, nie jest to przecież trudny taniec. Przetrenowałam go na zabawach w „remiza disco” podczas ostatnich wakacji.

Poczuliście się swojsko? Cudny kraj, maleńki  jak brylant w koronie carów ( oj, chcieliby go, chcieli). Inflanty to taki cenny kąsek, każdy ma niego chęć, nawet my go na chwilkę przytuliliśmy.

Estończycy są tacy jak my, mamy wiele wspólnych cech. Spójrzcie, czy takie obrazki nie mogły się wydarzyć u nas? Patrzę na nich i się śmieję, „Sami swoi” na obczyźnie.

Koniec rozkoszy, wróciłam do pracy. Po tak emocjonujących przejściach, zainspirowana kulturą Bałtów robię następne rękawiczki, zgadnijcie, jakie? Wiadomo, estońskie.

A może  ktoś się nudzi? Proszę:

Zapraszam do Estonii, tutaj – link „kindakirjad”

Kindakirjad

 

9 thoughts on “Estońskie rękawiczki – eesti kindad – estonian gloves

  1. Danusiu, dzięki. Estonia to magia, można się w niej zakochać. Kraj, który dostarcza wzruszeń, tam można poczuć się twórcą. Zresztą, tam sami twórcy, ja jestem nędznym odtwórcą tego, tego, co tam widzę…

  2. Masz talent do porywania ludzi w piękne miejsca:)Prawie poczułam się jak w Estonii.
    Fotografia Kylli Spare urzekła mnie w szczególny sposób…mieszkam nad taką zatoką i nawet mam podobne zdjęcie …tylko dziewczyny w czerni na nim brak:)
    Rekawiczki są cudnej urody…

  3. Zazdroszczę Ci tej zatoki. Ja bym zestroiła się w czerń i zastygła w oczekiwaniu, że fotkę mi strzelisz. Oj, zapomniałam… zima idzie. Taka zastygnięta chyba do wiosny bym stała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *