Browsed by
Miesiąc: Listopad 2016

Alpy, złoty Dach… i bawarskie rękawiczki (bavarian gloves)

Alpy, złoty Dach… i bawarskie rękawiczki (bavarian gloves)

Zwyczajne popołudnie, fotelik, herbatka, druty. Normalny dzień, nic specjalnego mnie nie urzekło, nie zaniepokoiło. Poza wiatrem oczywiście. Nieznośnie wieje, słychać, jak sosny kładą się w oczekiwaniu, że zaraz legną wśród jesiennych liści niczym armia Napoleona pod Borodino. Nawet ptaki nie przylatują do karmika. Nie są durne, aby nadwyrężać skrzydła, kiedy  można cichutko posiedzieć w bezpiecznym miejscu. Więc i ja siedzę niczym ptaszek, nawet za okno nie wyglądam. Wstrętny wiatr, zawsze coś przywieje.

Komputer dziwnie spokojny, marzy o letnim słoneczku, albo o suczce sąsiadów. Jest taka śliczna, bardzo rasowa, niestety, dla mojego pieska nieosiągalna. Sąsiedzi z niej oka nie spuszczają, gdy w pobliżu jest Komputer. Ale dla niego nie ma rzeczy niemożliwych, widziałam już podkop pod ich ogrodzeniem.  Jak moje psisko coś sobie coś postanowi, to napewno to wykona. Uparty jest i konsekwentny, w końcu po takiej ilości różnorodnych przodków ma też jakieś cechy z jamnika. Kopać lubi. Dzisiaj na spacerek nie pójdziemy, wieczorem tylko po ogródku pobiegasz. Muzyki posłuchamy, takiej ładnej. Posłuchamy, potańczymy, a nawet pośpiewamy. Konkurencje wiatrowi zrobimy. Niech wie, że pani potrafi z nim walczyć. Komputer! Ruszamy w tany, grają!

Czytaj dalej Czytaj dalej

Spotkanie z wiedźmą, siadamy na miotły

Spotkanie z wiedźmą, siadamy na miotły

 

Chcę napisać bajkę, piękną bajkę o doskonałym  świecie. Nierealne? Realne jest pisanie, klawiatura, ekran, gotowe. Ale doskonały świat?

Wyobraźmy sobie…Wieczorem siedzimy przy kominku, przy blasku świecy, szklanką grogu w dłoni…Opowiadamy jak pięknie spędziliśmy dzień.  Jak było miło, jak wspaniale… Radosny dzień. Wszystko nam się udało, spotkaliśmy tylu wspaniałych ludzi, którzy również byli zadowoleni, bo los się ciągle do nich uśmiecha. Weselimy się, jesteśmy spokojni, nie martwimy się o przyszłość… Nie możemy doczekać się poranka, aby ponownie przeżyć coś, co wprawi nas w doskonały nastrój. W pokoju czujemy lawendę, kot cichutko mruczy na naszych kolanach. Księżyc otulony lisią czapą czuwa, aby nic tej sielanki nam nie przerwało. Pali się kolejna świeca. Tak, to magia, czary…  albo sen. Chyba jednak sen, ale piękny. W moim magicznym śnie wszyscy są chronieni, dopieszczeni. Żyjemy szczęśliwie, radośnie, tańczymy w świetle księżyca… miotły stoją pod daglezją. Czekają, dzisiaj nie były potrzebne, do sabatu jeszcze trzy dni…

Chcę otoczyć opieką wszystkich, stworzyć dla nich raj. Nie zawsze się to udaje. Mam wielu przyjaciół, znajomych, dalszych i bliższych krewnych, namacalnych, realnych. Mam też przyjaciół wirtualnych, umieszczonych w chmurach, niby ich realnie nie ma , ale jednak są. Z nimi jestem gotowa na miotle nawet  na Marsa polecieć. Tak daleko?  Trudno, najwyżej trochę to potrwa. Kolejna świeca pali się… Ciekawe, czy na Marsie też zapalimy świeczki? Ostatek, wypowiedz się. Będą te świeczki? Czy Komputer (dla niezorientowanych mój pies) będzie miał kogo ganiać? Bo jak nie będzie miał, to będzie ganiał Ciebie.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Rękawiczki litewskie na drutach (Latvian gloves) czyli wzloty i upadki w domu Klary

Rękawiczki litewskie na drutach (Latvian gloves) czyli wzloty i upadki w domu Klary

Często zastanawiam się, dlaczego robię rękawiczki a nie bamboszki, szaliczki skarpety… Zrobić kapcie to nie problem. można tak, dwa kłębki i gotowe.

http://www.topcrochetpatterns.com/blog/11-truths-only-a-crocheter-will-know
http://www.topcrochetpatterns.com/blog/11-truths-only-a-crocheter-will-know

(zrobiłam kapcie dzisiaj , wzór był niepotrzebny)

Skoro można tak, to po co się męczyć? Wzory wymyślać, kombinować, uda się, nie uda się… za małe, za duże… Szaliczek to nudna sprawa, poszaleć nie można i jest taki długi. Robi się i końca nie widać. Sweterek może być za mały, albo za duży. Albo jeszcze gorzej. Pod koniec pracy może się okazać, że włóczka skończyła się, a my mamy jeszcze jeden rękaw do zrobienia. I co wtedy? Żałujemy, że rękawiczek nie zrobiliśmy. Robi się je szybciutko, zawsze jakieś wyjdą… Takie jest moje zdanie i tego będę się trzymać.

Praca nad rękawiczkami to relaks, można przy tym pomarzyć, muzyki posłuchać, ze znajomymi pogadać… Inspirację tylko trzeba znaleźć, bo praca po omacku w moim przypadku się nie sprawdza. Za bardzo kombinuję i efekt może rozczarować, porazi nawet bardzo niewybredne osoby. No proszę, to jeden z okazów, które szokują i raczej nikogo nie zachwycą, przynajmniej nie powinny…

Czytaj dalej Czytaj dalej

W krainie baśni czyli jak Klara z Laprechunem walczy

W krainie baśni czyli jak Klara z Laprechunem walczy

121222025753

Już dawno widok listonosza mnie nie wzruszył. Bo czym się wzruszać? Człowiek, jak człowiek, na rowerku pocztę przywozi. Żeby jakąś ciekawą pocztę. Zawsze przychodzą życzenia (ktoś sobie życzy, aby mu zapłacić), albo zaproszenia (ktoś zaprasza mnie na coś, czego oglądać nie mam ochoty). Tym razem jest inaczej. Na to czekałam już długo… Zachwycam się, podziwiam, delektuję… Listonosz patrzy na mnie podejrzliwie. Nie ma chyba o mnie dobrego zdania. W szlafroku, z Komputerem na rękach (przypominam, że to mój pies), wyglądam nieciekawie. Włos rozwiany, obłęd w oczach. Mam paczkę! W nosie mam co pan sobie pomyśli, odtańczyłam aztecki taniec radości. Pan nie zrozumiał, że powinien się przyłączyć i razem ze mną podrygiwać, aby energię w sobie rozbudzić i radość ogromną światu pokazać. Widocznie taniec ten był panu nieznany, bo szybciutko na rower zasiadł i  pomknął jak strzała do sąsiedniego domu.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Jak księżniczki w żabę przemienić się nie udało

Jak księżniczki w żabę przemienić się nie udało

 

Stan błogości. Siedzę na kanapie z Komputerem w objęciach. Brzmi dziwnie?

Komputer to mój pies. Rasy nie znam, ale jest to napewno super rasa, stworzona jedynie dla niego. Na ziemi jest jeden osobnik tej rasy i jest to właśnie Komputer. Jako osobliwość musi być specjalnie chroniony, co czynię to wielu lat. Imię nadałam mu tendencyjnie i z ogromną rozwagą. Brzmi pięknie na spacerach. Jak go przywołuję wszyscy starają się mi pomóc. Wrzeszczę „Komputer” i znaczna część lokalnego społeczeństwa na ratunek biegnie… Oj, ukradli, gdzie go pani zostawiła, jak mogę pomóc… Udało mi się to imię dla pieska. Komputer zawsze się odnajdzie. Kochliwy jest i uparty. W poszukiwaniu obiektów westchnień gna na oślep i trudno go złapać. Jeśli jakaś psia panienka w pobliżu się znajduje to wiernie pod furtką na nią czeka, miłośnie w drzwi domku wpatrzony. Wyjdzie, nie wyjdzie… Zawsze jednak do domu wraca, radosny, cieszy się, że wanna przygotowana i miseczka pełna. Różne znajomości można nawiązać przy pomocy pieska. Jest bardzo towarzyski, tutaj kogoś pokąsa, tam kotka pogoni. Tak… piesek jest bardzo przydatny.

Siedzimy więc, przez okno na ptaszki patrzymy. Nagle wśród ptaszków Patrycja się pojawiła. Pojawiła to nieodpowiednie słowo. Wtargnęła, bo skrzydlate bractwo w popłochu czmychnęło w nieznane… Patrycja, od dziecka miała pecha. Już samo imię… rodzice nie przewidzieli, że seplenić będzie. Stosowanie skrótów imienia nic nie daje. Patrycja jest osobą wielkogabarytową, dziwnie brzmi, jak o sobie mówi Pati. Zanim ktoś zrozumie, jak Pati ma na imię, kombinuje przez dłuższy czas, co kobieta ma na myśli.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Jak mnie koza w Orenburgu do pracy zmotywowała… owinę się cieplutkim szalem (Orenburg lace)

Jak mnie koza w Orenburgu do pracy zmotywowała… owinę się cieplutkim szalem (Orenburg lace)

Zima idzie, żaden powód do zmartwienia. Przerabiam ten temat od lat, najpierw lato, potem zima, ale w tym roku szczególną chęcią zapałałam do posiadania szala. Nie dlatego, żebym go nie miała, ale pragnę szala z wełny z prawdziwej kozy. Widziałam takie szale, są piękne. Inne od szali estońskich, delikatniejsze i niesamowicie subtelne. Skąd ten pomysł. No cóż, powstał niezależnie, samoistnie po obejrzeniu kolekcji Slavy Zaitseva.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Klara w rękawiczkach w Matrixie siedzi

Klara w rękawiczkach w Matrixie siedzi

Radośnie rozpoczynam dzień. Postanowiłam, żadnych zmartwień, problemów, dzień ma obfitować w same przyjemności. W końcu to ja dyktuję sobie, co mam robić. Jestem osobą wielozadaniową, świetnie zorganizowaną i…. ,  chyba się zapędziłam. Wcale tak nie jest. Mój słaby punkt – bez odpowiedniego  bodźca nikt do niczego mnie nie zmusi. Rozglądam się, wybałuszam oczy, tonę w spojrzeniach za inspiracją i … nic.

Ruch na człowieka świetnie działa. Na siłownię pójdę (nigdy tam nie byłam). Muszę się przygotować. W internecie popatrzę jak to zrobić. Gwiazda fitnessu – Ewa Chodakowska. Do pani Chodakowskiej zniechęciłam się już dawno Kobieta ma taki temperament, że prędzej mnie do szpitala wywiozą, niż za nią nadążę. Przyznała się, „Jestem koniem wyścigowym, który zostawia tych najgłośniej krzyczących daleko w tyle”. Jak mam, pani Ewo, nie wrzeszczeć, kiedy nie nadążam za panią? Czytam blog Ani Lewandowskiej. Wygląda na bardziej opanowaną i może tak mnie pokieruje, że błędu nie popełnię. Uwaga, czytam… „Stretching to często zaniedbywana, a przecież szalenie ważna część treningu! Może też być samodzielną jednostką treningową. Nigdy o nim nie zapominaj, a Twoje mięśnie na pewno się odwdzięczą za ten poświęcony na rozciąganie czas :)”. Proszę, nie ma to jak z fachowcem pogadać…Już czuję siły witalne,  duch sportu opanował  każda komórkę mego wątłego ciała.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Pies na spacer wyjdzie sam, jestem zajęta… rękawiczki robię

Pies na spacer wyjdzie sam, jestem zajęta… rękawiczki robię

Przyszedł Kuba. Oczy przetarłam, pogoda pod psem a on jakiś uśmiechnięty, wyraźnie zadowolony, ale z czego? Spojrzałam ponuro, niezbyt gościnnie, miałam właśnie na spacer iść z tym, co próbuje udawać psa. Patrzył na mnie błagalnie od godziny i nie rozumiał, dlaczego od rana przyssałam się do myszki zamiast obowiązek względem niego wypełnić.

 A jeszcze jakiś pan na herbatkę czeka… niedobrze..

Kuba przemówił, „Wiesz, czytałem twój blog, jest…” …  Czekam…  Jaki jest mój blog? I już wiem, że informatycznie tkwię w komunie (fakt, niedouczona jestem), że pisać to ja może potrafię, ale o takich bzdurach piszę, że klawiatury szkoda, i dlaczego w ogóle piszę? Miałam herbatę zaparzyć, ale zrezygnowałam. Zdołował mnie, tkwię w ścieku, talentu nie mam, pozostaje mi jedynie w pracy udawać, że mądra jestem, a w wolnej chwili tylko rękawiczki dziergać, bo do tego się nie przyczepił. Spojrzałam rozpaczliwie, „co robić?” Odpowiedzi nie uzyskałam. Na szczęście mój secret service w niebie (Babcia) zadziałała, myśl mi podsunęła. „Wiesz, zajęta strasznie jestem… rękawiczki robię… i z psem na spacer idę” . Spojrzał na mnie, machnął ręką, poszedł… Ufff… Ulgi nie czuję,

Czytaj dalej Czytaj dalej

Estońskie rękawiczki – eesti kindad – estonian gloves

Estońskie rękawiczki – eesti kindad – estonian gloves

Są chwile, kiedy się nudzę. Nie zdarza się to często, życie emocji mi dostarcza.  Ale… Gdy się nudzę, sięgam po druty. To moja metoda na lenia. Wymyślam, rysuję, obliczam i nuda znika. Przypominam sobie historyjki, które mnie inspirują, pomagają nadać sens temu co robię. Czasami słowa „rób, rób, to co robisz i mnie inspiruje i motywuje do pracy” ma dla mnie ogromną wartość. To znaczy, że warto dziergać, kombinować, sprawiać komuś radość.

„Terviseks!”,  jedyne słowo, które opanowałam po estońsku. Co oznacza? No cóż, dokładnie „na zdrowie!”, a jeszcze dokładniej? „Bawmy się do białego rana, tańczmy, jedzmy, cieszmy się chwilą. Uciekajmy od zmartwień, żyjmy… i pijmy za to”…  Uwielbiam bajki, szczególnie takie, w których mogę się rozgościć. A w Estonii poczułam się jak w domu,

zdjęcie Ibazela

Siedzę pod takim drzewem, na takiej skarpie, pod takim niebiem i czuję, że tak musi wyglądać raj. Przestaję się dziwić, że ludzie wokół mnie są cudownie szczęśliwi. Ja się nie nudzę i sięgam po druty. Powstają kolejne rękawiczki inspirowane pięknem tego zjawiskowego kraju. Dziwoląg jestem, zamiast pięknych łowickich wzorów tworzę estońskie… Cóż, gdy usiądę pod gruszą na mazowieckiej łące to może poczuję wenę i … Stop, jestem w Estonii.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Niebo dla wszystkich

Niebo dla wszystkich

Dzień wspomnień. Od kilku dni biegam po cmentarzach. Odwiedzam bliskich i dalszych.  Przy każdym grobie stoję cichutko, zapalę świeczkę, wspominam…. Ciasteczka i kawy od nich nie dostanę, ale czekam… Może? Może tak jak jak kiedyś, pobiegniemy do baru… nieprzespane noce, zabawa do białego rana, pobudka i określanie linii horyzontu, pytanie gdzie jesteśmy? Ile bitew stoczyliśmy, ile słów wypowiedzieliśmy… I wspominaliśmy, wspominaliśmy każdego, kogo z nami już  nie było. Dziś ten krąg się poszerza, odchodzą następni… Ciasno się robi po drugiej stronie. Z mojej półki biorą do nieba. Nie pogadam już z Wami, a bardzo bym chciała. Jestem pewna, że tam się spotykacie, czekacie, kto następny, proszę….

Czytaj dalej Czytaj dalej