W domu Klary, czyli jak leniwej rękodzielniczce czasu brakuje.

W domu Klary, czyli jak leniwej rękodzielniczce czasu brakuje.

Lubicie stare filmy? Ja lubię, nie mogę jednak zbyt często ich oglądać. Moja wyobraźnia momentalnie przenosi mnie w czasy, w których powstały. Wczoraj obejrzałam „Singing in the rain”.

Teoretycznie był to idealny wybór na ponury, jesienny wieczór. Radosny, a takiego trzeba, gdy ogarnia mnie nuda i poczucie bezsilności. Z pogodą nie wygram, trzeba się doładować, by wena twórcza powróciła, lenistwo odeszło do mrocznej krainy niebytu, a ja radośnie rozpoczęła następny dzień. Widziałam już poranek:

Piosenkę w oryginale wykonali  Gene Kelly, Debbie Reynolds i Donald O`Connor. Jestem zadowolona. Idę spać, by entuzjastycznie następny dzień rozpocząć. Śnię. Już jestem z nimi, taka radosna, szczęśliwa i śpiewam. Jak pięknie śpiewam. To nie mruczenie, tylko  doskonały wokal. Wydaję z siebie takie trele, że mechanicznie  włączyło się myślenie. Coś się nie zgadza, bo ja i śpiew to mezalians, raczej nieudane połączenie. Gdy inni śpiewają, ja zamieniam się w karpia, tylko usta otwieram…Ale w marzeniach? Kto wie? Może?

Niestety, przeliczyłam się. Następnego dnia otwieram jedno oko i czekam… czekam… nic. Myśl o wspaniałym poranku jest w dalszym ciągu tylko pragnieniem nie mającym nic wspólnego z realem. Po dłuższym czasie decyduję się jednak drugie oko otworzyć. Zadziałało. Wstaję. Idąc do kuchni, przypomniałam sobie, że muszę dokończyć pracę, rozpoczętą wcześniej, ale odrzuconą w kąt z bliżej nieokreślonych powodów. Moje ruchy nabierają tempa. Dotarłam do czajnika, kawa zawsze na mnie dobrze działa. Orzechowa, prezent od Asi i Kuby. Oj, jaka smaczna, po niej będę aktywna i … no właśnie. Aktywność przełożyła się na coś zgoła odmiennego. Brutalne zderzenie z tym, co pozostało z wczorajszego wieczoru. Ponieważ wczoraj zajęłam się relaksem, pozostały  gary (bezduszne przedmioty), które stoją i nawet na mnie nie patrzą. Wystarczy, żę stoją. Niemi świadkowie mojego lenistwa (dobrze, że niemi). Czuję się zmuszona do uprzątnięcia pola, aby  zrealizować twórcze  plany. Zmywanko, śniadanko. Zbliżam się do momentu, gdy włączają się blokady emocjonalne, następuje pustka. Zawsze, ilekroć postanowię sobie, że coś MUSZĘ, okazuje się, że wcale nie muszę. Więc powolutku rezygnuję z wcześniejszych planów. Tempo spada, ruchy stają się wolniejsze. Ja czuję się coraz lepiej. Do czasu… Przegląd aktualności jest zawsze zderzeniem z brutalnością  życia codziennego. Jak tu być pozytywnie nastawionym do życia, gdy wokół źle się dzieje? I już jestem jestem jak Gavroche na barykadach Paryża i śpiewam „Do You Hear The People Sing”. Włos rozwiany, suknia w strzępach, rękawiczki straciłam, kapelusz w błocie. Walczę!

Jestem z daleka od polityki, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, na którym szańcu stoję Czarny Protest . W jednej dłoni sztandar, w drugiej czarny parasol.  Tak mniej więcej wyglądam (ale nie jestem tak ładna).

 

zdjęcia z „new times news”

Słowa „There is a life about to start when tomorrow comes!” („życie zaczyna się kiedy nadejdzie jutro”) trochę  mnie uspokoiły. Dopóki walczymy jest nadzieja. Musi się udać! Optymizm nie jest moją mocną stroną, ale w tym przypadku jestem spokojna. Dużo nas. Uśmiech na twarzy. Swoje plany przerzucę na jutro, więc… relax. Przez chwilę jestem zadowolona. Drepczę do pracowni, widzę niedokończoną pracę, druty…  Dylemat, co jest dla mnie lepsze? Praca, czy wręcz przeciwnie. W nocy się natańczyłam naśpiewałam, potem powalczyłam, to może drzemka? Myślę… ciekawe, co zwycięży. Przypomniałam sobie zasadę Lessinga „Pozwólcie nam być leniwymi we wszystkim, z wyjątkiem w kochaniu i w piciu, z wyjątkiem w byciu leniwymi” . Piękna zasada , mobilizująca, chociaż nie  idealna na dzisiejszy dzień. Mam przecież w sobie lenia. I pojawia się wyrocznia. Babcia. Przypomniałam sobie jej słowa „Co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj”. Ona mnie nawet w niebie pilnuje, kontroluje, abym w zgodzie z obowiązkami żyła. Nie byłam zadowolona, że akurat te słowa zapamiętałam. Mogłam inne, np. : „nie przepracowuj się , odpocznij”, ale nie. Do roboty!

Każde polecenie Babci, nawet we wspomnieniach,  jest dla mnie rozkazem. Więc… Babciu, gotowe, wiem, leniwa jestem, ale… zrobiłam.

 

10 thoughts on “W domu Klary, czyli jak leniwej rękodzielniczce czasu brakuje.

  1. Nie tylko Ty tak masz…każdy poranek to walka Klaro,ale jak w każdej wojnie są wygrani i przegrani.Najważniejsze to mieć sojuszników :)O to nie musisz się martwić bo masz ich tylu ,że zły dzień Ci nie grozi…Babcia ,filmy,muzyka…przyjaciele .O ksiązkach nie wspomniałam 🙂
    Lenistwo też jest potrzebne,z umiarem co prawda ale jednak…dzisiaj ciesze się,że Babcia Cię pilnuje,płaszczyk cudny! Podziwiam perfekcję wykonania…tym bardziej ,że ja raczej perfekcją nie grzeszę:)

    1. Katrinka, chyba żart jakiś. Byłam u Ciebie na blogu. Ty, bez czułego oka Babci zza grobu, cuda wyczyniasz! A perfekcja, cóż czasami własnymi ścieżkami idzie. Nie zawsze tymi samymi, którymi ja podążam.
      Zasiadam do pisania. Mam temat (zresztą, tematy same się rodzą). Jak mi ktoś nie dostarczy wzruszeń, to sama je sobie stworzę 🙂

    1. Ela, lenistwo to taka wstydliwa sprawa. Chociaż nie wiem , dlaczego? Zazwyczaj do pracy zmusza nas ktoś, albo coś. Same z siebie takie robotne nie jesteśmy. Przyjemne z pożytecznym łączyć można. W robótkach. Ale czy trzeba?
      Chyba czasami trzeba i to jest właśnie ból lenia.

  2. Wpadłam z rewizytą. Z prawdziwą kawą i ciastkiem czułam się jak na prawdziwej wizycie. Będę zaglądać regularnie 🙂
    P.S.
    Zakochałam się w szydełkowym kołnierzu, tym z zakładki „o mnie” 🙂

    1. dorfi, jak się cieszę!
      Wpadaj często. Jak masz chwilkę czasu lub zły nastrój, będziesz zawsze miłym gościem. Pogłaszczę, przytulę, bajek poopowiadam.

  3. Pozwólcie nam być leniwymi we wszystkim, z wyjątkiem w kochaniu i w piciu, z wyjątkiem w byciu leniwymi” . Piękna zasada ,

    Pięknie to napisałaś.
    podpisuję się obiema rękami.
    Dołączam do grona.

  4. Tak, lubię Lessinga, Wielokrotnie pisałam, że lubię się cofać, śledzić historię. Kocham filozofów, którzy negują normy, dają wolność działania.
    Cóż, życie jest takie piękne, żal marnować je na realizację czegoś, co jest wbrew mnie, czego nie lubię…

  5. Z lenistwa wymyslilam sobie teorie na wlasny uzytek: nic nie musze, najwyzej moge. I okazuje sie, ze bardzo duzo moge jak nie musze 🙂
    A kiedys ze snu wyrwal mnie moj wlasny ryk, tak glosno spiewalam!
    Serdecznosci Klaro

  6. Teoria boska, popieram… z tym ryczeniem się wstrzymam , do jutra… A jutro , no właśnie znowu na barykady i wtedy sobie pośpiewam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *