Browsed by
Miesiąc: Październik 2016

Stereotyp, czyli po drugiej stronie lustra

Stereotyp, czyli po drugiej stronie lustra

Rozmawialiście z kimś  (poza naszą „branżą”) na temat wizerunku, jaki podobno stwarzamy? Wielokrotnie widziałam niedowierzanie w oczach rozmówcy, w momencie, gdy ujawniłam swoją pasję. Początek rozmowy, jak zawsze, na temat. Tematy w komunikowaniu miedzy ludźmi zawsze się jakieś trafią. Najlepsze kwestie to badanie poziomu intelektualnego rozmówcy. Więc zaczynamy. Kawka, ciasteczko, rzut okiem czy inni patrzą i wędrujemy na wyższe szczeble intelektu. Pytanko „A ty? Jak się zapatrujesz na sartrowską negację oddziaływania czynnika solidarności społecznej w odczuciu sensu bytowania niezależnej jednostki”. Zamieram… Nie dla tego, że dziurę w edukacji posiadam, tylko co ma Sartre do ciasteczka? Umarł przecież, a ja czuję, że może być niedobrze. Szybciutko całą filozofię ogarniam i coraz bardziej wiercę się w fotelu. Egzamin u Świdy-Ziemby dawno zdałam,  a teraz ponownie? I to w czasie wolnym? Oj, niedobrze… Tamte czasy to luksus gry w bridge’a w przerwie między wykładami. Teraz nie! Przed oczami mam taki obrazek

I tutaj jestem w domu, więc… Ładnie mówię „do widzenia”, czapka na głowę i w nogi. A w myślach, dlaczego teraz z Kurtem Siegelem na ukulele nie gram i z dziewczynami nie śpiewam. Zwiałam nie dlatego, że Sartre nie lubię, ale mój czas relaksu to wolność. „Wolność od czegoś, czy do czegoś”. Oj, juz się plączę. Jeśli do czegoś, to do robienia tego, co lubię. jeśli od czegoś, to od unikania sytuacji, kiedy muszę udowadniać, że nie jestem kretynem.

Czytaj dalej Czytaj dalej

W domu Klary, czyli jak leniwej rękodzielniczce czasu brakuje.

W domu Klary, czyli jak leniwej rękodzielniczce czasu brakuje.

Lubicie stare filmy? Ja lubię, nie mogę jednak zbyt często ich oglądać. Moja wyobraźnia momentalnie przenosi mnie w czasy, w których powstały. Wczoraj obejrzałam „Singing in the rain”.

Teoretycznie był to idealny wybór na ponury, jesienny wieczór. Radosny, a takiego trzeba, gdy ogarnia mnie nuda i poczucie bezsilności. Z pogodą nie wygram, trzeba się doładować, by wena twórcza powróciła, lenistwo odeszło do mrocznej krainy niebytu, a ja radośnie rozpoczęła następny dzień. Widziałam już poranek:

Piosenkę w oryginale wykonali  Gene Kelly, Debbie Reynolds i Donald O`Connor. Jestem zadowolona. Idę spać, by entuzjastycznie następny dzień rozpocząć. Śnię. Już jestem z nimi, taka radosna, szczęśliwa i śpiewam. Jak pięknie śpiewam. To nie mruczenie, tylko  doskonały wokal. Wydaję z siebie takie trele, że mechanicznie  włączyło się myślenie. Coś się nie zgadza, bo ja i śpiew to mezalians, raczej nieudane połączenie. Gdy inni śpiewają, ja zamieniam się w karpia, tylko usta otwieram…Ale w marzeniach? Kto wie? Może?

Czytaj dalej Czytaj dalej

Rzut beretem w domu Klary

Rzut beretem w domu Klary

Pogoda jaka, jest każdy widzi. Słońce o nas zapomniało, zresztą nie dziwię się. Ja też bym zapomniała, gdybym w cieplutkich krajach była. Tutaj wiatr, zimno, deszcz, a gdzieś mandarynki na drzewach dojrzewają. Z radością wybrałabym to drugie. Ja na plaży, już to czuję, cieplutko… przyjemnie. Palmy nade mną, szum cieplutkiego morza, spremuto w dłoni. Wyobraźnia na chwilę przeniosła mnie do raju… Chcę do Sorento!

Już mnie tutaj  nie ma,  z nimi dreptam, podryguję, szczęśliwe chwile. Tarantella, czuję to… Ruszam w tany, trochę nie wychodzi, trudno, Potknęłam się, leżę… Nie pierwszy raz mi się przydarzyło, zawsze się podnoszę… Znowu tańczę. A wiecie, dlaczego lubię ten ten taniec? To antidotum na wszelkie zło, lek na wszystko . Nie ja to odkryłam, taka stara nie jestem. To bajka, która usłyszałam właśnie w Sorrento. Ale z właściwą sobie skłonnością do sprowadzania  każdej historyjki do siebie, opowiem na czym to polega. Leżysz na plaży, patrzysz w niebo, od czasu do czasu pozycję zmieniasz, (słoneczko za bardzo prawy policzek spiekło), wypoczywasz. Nagle, coś cię udziabało. Wstajesz, patrzysz, o, pajączek jakiś.. Nie byle jaki, szaro- brązowy,  oczka ma takie śliczne i futerko…

  

Czytaj dalej Czytaj dalej

Dom Klary, haftowany sweter i Londyn w pigułce.

Dom Klary, haftowany sweter i Londyn w pigułce.

Zadzwonił do mnie Piotr. Krótkie pytanie „Masz czas?”. Ja z zasady czasu nie mam, ale dopytałam, „O co chodzi?”.  „Lecę jutro do Londynu, na dwa dni, lecisz ze mną, szybka decyzja?”. Zazwyczaj długo się zastanawiam, ale przeczuwałam, że może być inaczej niż zwykle. Tak na dzikusa, bez rezerwacji hotelu, bez biletu na samolot i przygotowań, może być ciekawie. Lecę! Udało się zarezerwować się hotel (nie byle gdzie, na głównej ulicy Soho), z biletem na samolot też nie było problemu, cud. Wprawdzie tanie  linie, ale lot do Londynu to nie podróż do Australii, wytrzymam!
Spotkaliśmy się w Modlinie. Szybka kawa, odprawa, jesteśmy w samolocie, siedzimy. Cisza. Wszędzie cisza. Huk silników. Lecimy! Nikt nie dyskutuje, bagażu pilnuje, bo bagaż ważna sprawa. Je ze swoim jestem związana szczególnie, zabrakło miejsca w lukach, więc go dzierżę raz na kolanach, raz pod nogami. Od czasu przymykają stewardessy oferując przeróżne towary, nikt nie jest zainteresowany. Mini bazar w samolocie? Normalnie na bazarach jest rwetes, gwar, a tu cisza. Dziwne. Pod nami kanał La Manche. Jesteśmy na miejscu. I cud! Wszyscy ożywają! Gnają do wyjścia, zapominają, że przymocowani są do pasów (był komunikat, co by się przypiąć). Najszybszym był Pan w czapeczce z daszkiem i siateczką w dłoni. Skupiony, miał widocznie wcześniej opracowany plan, wygrał z innymi. Stanął przy wyjściu w gotowości opuszczenia samolotu nawet podczas kołowania. Na nic prośby (były po angielsku), błagalne spojrzenia załogi. Polak był gotowy do powiększania majątku na obcej ziemi i koniec. W końcu udało się spacyfikować bohatera. Wylądowaliśmy. Stansted.

Następny cud. Pasażerowie uczestniczą w biegu, chyba jakiś maraton (ominęło mnie, nie wiedziałam i  się nie zapisałam). Ale zauważyłam, że z każdego samolotu na płycie lotniska wszyscy wychodzą w błyskawicznym tempie. Nasi są najlepsi. Wygrywają! Przegrani to ja i Piotr. Stoimy na końcu kolejki, bilety na easybus – bye, bye… trudno. Odprawa, udało się, nic nie mieliśmy, nic nie zabrali. Jesteśmy gotowi do zwiedzania Londynu. Wychodzimy z lotniska. Nagle wrzask,  „Witam Kraków!”. To do nas. Wprawdzie jesteśmy z Warszawy, ale zareagowaliśmy błyskawicznie. Przywitaliśmy się. Okazało się, że tego pana (z obsługi lotniska) zmylił mój wygląd. No cóż. Reprezentować Ojczyznę to ja potrafię. Buciki -hafcik, sweterek -hafcik, plecaczek -hafcik, ludowa spódniczka, berecik tylko z wielką, metalową szarotką. Przedstawicielka folkloru i rękodzielnictwa – to ja na obczyźnie. Pan wysłuchał. że przez przegraną w biegu, utraciliśmy możliwość transferu do Londynu, a musimy się tam w miarę szybko dostać. I niech mi ktoś powie, że Anglicy nas nie lubią. Pan, w ekspresowym tempie, wrzucił nas do odpowiedniego busa i jedziemy. Londyn jest nasz!

Czytaj dalej Czytaj dalej

Vintage style i Dom Klary

Vintage style i Dom Klary

Są chwile, kiedy marzę o tym, aby się oderwać od prozy codziennego życia i przenieść się na chwileczkę tam, gdzie życie wydaje się prostsze, spokojniejsze i bardziej naturalne – w przeszłość. Siedzę w wygodnym, uszatym fotelu, przy starej lampie i oglądam poszarzałe zdjęcia.

Rodzinne pamiątki, świadkowie minionych czasów. Życie zatrzymane w kadrze, przypomnienie dla potomnych: byliśmy tacy jak wy, pamiętajcie o nas zanim spotkamy się po drugiej stronie, kiedyś… Zwróciliście uwagę, że najczęściej fotografujemy chwile szczęśliwe, beztroskie, kiedy dobry los tylko do nas się uśmiecha? Widzimy to na zdjęciach robionych spontanicznie, instynktownie, nieświadomie. Utrwalamy chwilę, która już się nie powtórzy, pozostanie tylko w rodzinnym albumie. Czasami robimy fotografię na pamiątkę, taka poważną, dedykowaną określonym uroczystościom. Na nich wyglądamy inaczej. Pozowane zdjęcia to zaduma, refleksja, a może pragnienie bycia pięknym na  zawsze?

Stare fotografie to nie tylko pamięć o tych, co odeszli, ale także świadectwo czasów, które przeminęły. Na ich podstawie uczymy się, jak wyglądało życie naszych bliskich, co ich cieszyło, co smuciło i co chcieliby nam przekazać. A przekazali nam wiele, pokazali swój świat, który teraz możemy naśladować, ale nigdy nie będzie to ich czas i  miejsce. „Dwa razy w tej samej wodzie nie przejrzy się człowiek ,ni duch”, to cytat starej piosenki, zawsze aktualny.

Tak wyglądało życie naszych przodków. Nie przewidując okrucieństwa wojny bawili się, tworzyli, cieszyli każdym dniem. W nawiązaniu do tego , co pisałam wcześniej (tutaj), moja babcia dbała o swój wizerunek. Piękna, doskonale ubrana,  królowała na rautach, przyjęciach. Była wizytówka epoki w której żyła. Podziwiam i zazdroszczę, ale mogę tylko naśladować. Realnie umieszczona jestem w czasach, o których, być może, ktoś w przyszłości powie „Ale fajne było życie, super ciuchy, wow, chcę tak wyglądać”. Optymistka?

Czytaj dalej Czytaj dalej

Cyberpunk i moda

Cyberpunk i moda

Rozkład moralny towarzyszący postępowi technologicznemu doprowadzi do powstania cyberpunku, mrocznego, tragicznego nurtu. Następca steampunku, intrygujący cyberpunk, jest stylem przyszłości? Nie, to super moda naszych czasów. Warto o tym wiedzieć, śledząc kolekcje czołowych projektantów.

Karl Lagerfeld, ikona świata mody, niemiecki projektant, na stałe osiadły w Paryżu, dyrektor artystyczny  domu mody CHANEL. Powiedział kiedyś „Gdyby Coco żyła, pewnie byłaby w szoku widząc, jak teraz wygląda jej dom mody. Ale nie miałem wyjścia. Musiałem zrobić coś, aby marka szła z duchem czasu”.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Steampunk lady i rękawiczki Dom Klary / Steampunk Lady and Dom Klary’s Gloves

Steampunk lady i rękawiczki Dom Klary / Steampunk Lady and Dom Klary’s Gloves

Można podziwiać. Można też nienawidzieć – ale… Obcowanie ze steampunkiem to jak przebywanie na granicy bajki i świata realnego. Lubię go, miło utożsamić się  z czymś dziwnym, niepokojącym, intrygującym…

A przecież rozkosznym. Może przez ciekawość, wrodzoną zresztą, a może przez szacunek dla każdego rodzaju twórczości –  jestem tym stylem zauroczona. Przenieść się do krainy, w której emocje wyrażane są przez proste mechaniczne konstrukcje to fajna wyprawa. Alicja w krainie czarów? Raczej nie. Prędzej „Cudowny gość” Herberta George Wellsa. Upadły anioł,  w połowie drogi do pełnego człowieczeństwa.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Czarny protest / Black Protest

Czarny protest / Black Protest

Chcę wolności, w każdym zakresie. Przykre, gdy ktoś decyduje o tym, co należy tylko do mnie! MOJE ciało, MOJA dusza,  To JA, panie i panowie posłowie. To wy musicie pracować, aby MNIE żyło się lepiej i nie próbujcie zmiażdżyć mi umysłu …  i MOJEGO ciała.

Smutne, przyłączam się do protestu. Inaczej nie mogę, tylko tak.

To suknia Diora, idealnie oddaje mój nastrój.

Czytaj dalej Czytaj dalej