Dawno mnie nie było, troszkę odpoczęłam, ale rękawiczki na drutach robiłam! W Amsterdamie!

Dawno mnie nie było, troszkę odpoczęłam, ale rękawiczki na drutach robiłam! W Amsterdamie!

Dzięki za wszystkie życzenia, miłe słowa zawsze wzruszają… Musiałam wyczyścić dyski , zażyć swobody i ukojenia, odpocząć. Niby nie jestem zmęczona, ale monotonia dnia codziennego to zmora każdego z nas. Patrzymy na te same miejsca, widzimy tych samych ludzi, denerwują nas te same problemy. Nie mając na nic wpływu  zaczyna nas to przerastać. Co wtedy robimy? Zwiewamy! Daleko! Nie ma sprzątania na święta, nie ma gotowania i nerwów, że nie zdążymy, że śnieg nie spadnie, że czasu mało. Czas na relaks!

Więc proponuję wyjazd, szybki, nostalgiczny, idealny.

Amsterdam, przed świętami

Bajeczny Amsterdam, rozkoszne kanały, piękne miasto, cudowna atmosfera. Oj, można się zrelaksować. Problemem są tylko pieniądze. Niby jesteśmy w Europie (jeszcze), ale nasze portfele jakby cieńsze. Przeliczanie złotówek na euro to ciężka umysłowa praca, z euro na złotówki też jakoś się nie udaje. Każdy z niepokojem zerka, czy karta kredytowa jeszcze troszeczkę ekscesów wytrzyma, czy już w stan błogiego snu zapadła i obudzi się dopiero po powrocie do kraju.

Świetny kraj, idealny dla ludzi, spokojny, z potencjałem. Być może dostępność takiego środka ma wpływ na poziom endorfin, ale osobiście żadnego ćpuna nie widziałam. Więcej jest ich chyba u nas. Siedzą w krzakach i zerkają, czy służby już ich namierzyły, czy jeszcze troszeczkę radości z maryśki mogą popróbować. Tam tego nie widać. Zioło jest dostępne na każdym kroku, ale jakoś ludzie z niego nie korzystają. Widocznie są zdrowi, bo nikt nie mówi o leczniczym działaniu tego specyfiku.

Wzmocnienie Holendrów

Okres przedświąteczny w Amsterdamie to ogromna frajda. Mikołaj przebywa w Holandii od pierwszej środy po św. Marcinie (11 listopada) do 5 grudnia. Przypływa z Hiszpanii na parowcu w otoczeniu kolorowo ubranych postaci o czarnych twarzach, tzw. Czarnych Piotrusiów (Zwarte Piet). Towarzyszy mu biały koń o imieniu Schimmel. Mikołaj nie zawraca sobie głowy rozdawaniem prezentów. Reprezentuje wyższe racje, jeździ sobie na koniku i rozgląda się… grzeczni byli, czy też nie?  Do biegania z workami pełnymi prezentów są czarni, to oni wskakują przez komin i podrzucają smakołyki.  Czasu mają niewiele, bo 6 grudnia Mikołaj zabiera swych pomocników i odpływa do Hiszpanii. Troszeczkę mnie to bulwersuje w czasach poprawności, czy przypadkiem taki czarny Piotruś nie jest przejawem tęsknoty za kolonialną przeszłością Niderlandów i handlem niewolnikami?

Od czasu do czasu można spotkać pojedynczego Piotrusia, pływającego po kanale. Ten chyba był w sporze z Mikołajem, bo ani czarny, ani worka z prezentami nie miał. Ale za to jak gwizdał!

Żal, że tak prędko pieniądze się nam skończyły. Amsterdam można podziwiać juz tylko na fotkach.

Odpoczęłam od monotonii. Kocham zwiedzać, podziwiam każdą kulturę, oddaję hołd osiągnięciom innych. Leniwe było zakończenie roku, tylko bal i bal. Zwiedzanie i rozkoszne lenistwo. Ale rękawiczki zrobiłam. Proszę, takie mało holenderskie. Włóczka z Estonii. druty HiyaHiya z Chin, wzór własny, wykonanie w tzw, międzyczasie. I mocne postanowienie. Amsterdam ponownie będzie nasz. Tylko musimy się znacznie wzbogacić. Może ktoś ma jakiś sensowny pomysł? Mnie nic nie przychodzi do głowy. Zioło nie wchodzi w grę…

Druty HiyaHiya, rękawiczki z wzorem na drutach. Zima przyszła…

Druty HiyaHiya, rękawiczki z wzorem na drutach. Zima przyszła…

Po przejrzeniu kolekcji moich narzędzi do wykonywania różnych robotek doszłam do wniosku, że warto coś odświeżyć, wnieść coś nowego. Wszystko mam, ale od przybytku głowa nie boli. Drutów, szydełek, igiełek mnóstwo… Niektóre przybory są bardzo wiekowe, pamiątkowe,  po Babci. Fakt, że bardzo o nie dbam, pilnuję, konserwuję, rozkoszuję się stanem posiadania. Na strychu – kopalnia włóczek, magazyn kolorowych kłębuszków. W kuchni narzędzia podręczne (i nie są to łyżki), one są najczęściej potrzebne, więc wiszą sobie spokojnie.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Rękawiczki na drutach i Pałac Kultury w Warszawie

Rękawiczki na drutach i Pałac Kultury w Warszawie

Oj, niedobrze…

Wysłuchałam w radio audycji i szok, panika, wściekłość. Ręce mi się trzęsą. Naprawdę zamierzają rozwalić Pałac Kultury! Uznano, że ten symbol komunizmu, dar sowieckiej Rosji, Stalinowski relikt, powinien zniknąć. Wojsko zrobi to w jeden dzień, pozostaną tylko gruzy… Pozbędą się pomnika dedykowanego sowieckiemu dyktatorowi! Będzie piękne centrum handlowe, urocze sklepiki i kawiarenki. Miejsce relaksu i oaza nowoczesnego dizajnu. Oj, jak będzie rozkosznie i miło. Zniknie z powierzchni zaraza architektoniczna Lwa Rudniewa.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Rękawiczki na drutach i zamek nad Loarą

Rękawiczki na drutach i zamek nad Loarą

Rozkoszna jesienna aura – leje. Siedzimy z Pati  w wygodnych fotelach, pijemy kawkę i dziergamy rękawiczki. Dokładnie – ja dziergam, Pati siedzi i pilnuje, aby mnie nic od tego dziergania nie odciągnęło. Zimno się zrobiło, czapki, które zrobiłam (tutaj) Patrycja z wdziękiem prezentuje, ale w łapy jej zimno. Spacer w czapce i bez rękawiczek? Nie do zaakceptowania! Pati musi mieć zestaw. Przybiegła rano, rozkazała dzierganie, teraz bawi mnie rozmową.

„Wiesz, słyszałam, że pałac jest do kupienia”. Spojrzałam na nią z zachwytem. To rozumiem. Pałac ważna sprawa i niezbędna. Co tam takie domki, jakie posiadamy. Skromniuśkie, malutkie, mizerniutkie. Pałac to pałac. Mnie na żaden nie stać, ale jak Pati ma ochotę – niech kupuje! Jej dom jest piękny, ale mój faktycznie, mógł by  być lepszy. Muszę się tylko dowiedzieć szczegółów. Jak połączymy siły, to kto wie? Przez moment widziałam siebie w pałacowych komnatach. Siedzę na szezlongu, filiżankę trzymam w dłoni, leniwie zerkam, jak służba czyści perskie dywany  upaplane przez moją wierną psinę (Komputera). W drzwiach stoi p. Rozenek w stroju gosposi, za nią, w kucharskim fartuchu Magda Gessler… Czas wydać dyspozycje, dzisiejszy bal musi być wspaniały…

Czytaj dalej Czytaj dalej

Prosta czapka na drutach, jak zrobić

Prosta czapka na drutach, jak zrobić

Szaruga jesienna, deszcz, wiatr… Zaczynam się przyzwyczajać do zimna. Ciężko mi, ale wierzę że pokonam złe moce tkwiące w mrokach dnia codziennego. Otrząsnę się niczym Komputer  (dla niewtajemniczonych – mój pies) po błotnym spacerze i z rozkoszą zasiądę w fotelu z robótką w dłoni. Wydziergam cieplutki sweterek dla pieska i czapeczkę dla jego ukochanej Pani ( to znaczy dla mnie). Już nawet projekt zrobiłam. Miało to być dzieło niepowtarzalne i zespolone. Czyli – moja czapka i sweterek dla pieska z identycznymi wzorami. Będziemy sobie dreptać po Falenicy i rozkoszować się pogodą… To ma być terapia. Muszę się, przekonać do zimna, muszę walczyć z niemocą spowodowaną paraliżem zimowym. Sfrustrowana i pełna goryczy byłam wczoraj, dzisiaj jestem radosna niczym przeżarty kruk na krzaku ostokrzewu…

I tak sobie siedzimy z Komputerkiem, on mnie liże, ja go głaszczę. Niema dyskusja o przyjaźni psa i człowieka. ALARM! Dzwonek do furtki. Patrycja! W przeciwieństwie do Komputera nawet się ucieszyłam. Poplotkujemy sobie, kawki się napijemy, obgadamy Albercika, bo coś ostatnio był markotny… Złudne marzenie. Pati przybiegła z prośbą. „Zrób mi czapkę na zimę!” Czapka ma być nieskomplikowana, prosta, dokładnie taka jakiej robić nie lubię. Wzór jak dla kretyna, analfabety robótkowego. Pomysły pojawiły się natychmiast. Oto różne wersje czapki, w jakiej Pati by mogła prezentować się na salonach:

Niestety, to, co dla mnie było idealne, dla Patrycji niekoniecznie… Pati jest dużą dziewczynką, w tych wersjach nakrycia głowy wyglądałaby jak samowar w tajdze. Czapka musi być normalna, bez ekstrawagancji, zbędnych dodatków, prosta.

Postanowiłam zrobić tutoriał, czyli łopatologicznie, krok po kroku pokazać, jak można taką czapkę wykonać. Może Pati zaskoczy i czapeczkę sobie sama wydzierga… .

Czytaj dalej Czytaj dalej

Nastrojowa jesień i rękawiczki na drutach

Nastrojowa jesień i rękawiczki na drutach

Smutno za oknem, liście spadają  z drzew. Widziałam wczoraj klucz dzikich gęsi. Dostojny, piękny, idealny. Zygzak na szarym niebie. Miałam łzy w oczach. Ptaki żałośnie skrzeczały. Pożegnalna gęsia aria, smutna, kasandryczna, posępna, przed nimi długa droga. Myślę, że z żalem wspominały wspaniałe, letnie harce w cieplutkim mazowieckim stawie. I słońce i zapach pól po zachodzie słońca.

Nie lubię, gdy coś się kończy, nie lubię złych zmian („dobrych ” też nie nie kocham). Nie lubię jesieni, smutku, przemijania. Nie chodzi o datę w kalendarzu, to nie jest problem. Czasu nie da się oszukać, trybiki zegara delikatnie przesuwają wskazówki. Problemem jest metamorfoza, zmiana, transformacja z dobrego na gorsze. Z żalem spoglądam na ogród, który powoli pokrywa się całunem grozy, giną barwy, z bólem grabię zaschnięte liście… A było tak pięknie… Czekam na wiosnę!

Czytaj dalej Czytaj dalej

Cierpienia twórcy w obliczu nieuchronnej klęski i rękawiczki zrobione na drutach Norway głoves

Cierpienia twórcy w obliczu nieuchronnej klęski i rękawiczki zrobione na drutach Norway głoves

 

Cudowny czerwiec, cieplutko, milutko, spokojnie. Siedzę na tarasie i dłubię koronki. Pierwszy zaniepokoił się Komputer (dla niezorientowanych mój pies). On zawsze wyczuje nadchodzącą Patrycję. Dla Komputera Patrycja to same kłopoty. Biedna psina jest zawsze pomijana w planach mojej koleżanki. Pati jest wyjątkową miłośniczką kotów. Trzech kotów – Niuni, Gucia i Rudego Kacpra. Ilekroć ją odwiedzam prześladuje mnie mnie konieczność podziwiania kociąt w różnych wersjach – żywych i prawie żywych. Cały dobytek Patrycji jest podporządkowany kociemu luksusowemu bytowi. Kotki są wszędzie, zadbane, milutkie i kochane.

A mój Komputer? Cóż, Pati mojego psa na kocie salony nie zaprasza. Gdy ją odwiedzamy elegancko zamyka go w swoim luksusowym garażu. Moja biedna psinka leży na kamiennej podłodze a jej kotki w puchowej pościeli. Sprawiedliwości nie ma. Ostatnio Komputer wykonał wyrok na zimowych oponach samochodu Pati… Troszkę je ponadgryzał, a awantura była taka, jakby je zeżarł.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Chińskie symbole na druty i koronkowe szydełkowe rękawiczki

Chińskie symbole na druty i koronkowe szydełkowe rękawiczki

Lato, miło i przyjemnie, cieplutko. Słoneczko zerka na nas, a my w krzaczkach delektujemy się latem. Kompletujemy przewiewną garderobę, aby nas upał nie wykończył i w strumieniach potu nie musieliśmy z przegrzaniem słonecznym walczyć. Podchodzimy do sprawy fachowo – musi być coś pięknego i ażurowego. Ambitnie. Najlepsze są japońskie ażurki. Miłe dla oka i dla ciała. Wybieramy wzór np. taki

No i zaczynają się schody. Niby nic takiego, ale… Zaczynamy pracę. Nabranie oczek i przerobienie pierwszego rzędu – jesteśmy w domu, idealnie. Pięknie, a potem… porażka, nic się nie zgadza. Dlaczego? Jest schemat, jest zapał do dziergania, ale nie o taki wzór nam chodziło! Otóż Japończycy dziergają jak przy robieniu naokoło, pokazane są tylko rzędy prawe, czyli, to, co widzimy po prawej stronie robótki. Dziergając lewą stronę, musimy zerkać na prawą , aby wszystko się zgadzało. Podsumowując – lewa strona robótki, schemat musimy czytać odwrotnie jak jest rozrysowany. Prawe oczko to po lewej stronie jest oczkiem lewym. Ja już się pogubiłam w tłumaczeniu, ale metodą prób i błędów można te trudności pokonać. Skorzystałam z rosyjskiej strony  

Czytaj dalej Czytaj dalej

Zofiówka, Otwock – spotkanie z Kikimorą… kręć się, kręć wrzeciono… (ruins of jewish psychiatric hospital Zofiowka in Otwock)

Zofiówka, Otwock – spotkanie z Kikimorą… kręć się, kręć wrzeciono… (ruins of jewish psychiatric hospital Zofiowka in Otwock)

Już czas… Jest takie miejsce, które swoją grozą budzi lęk i trwogę. Słyszeliście o Zofiówce? Czy ta nazwa coś Wam mówi? Nie? To posłuchajcie. Bajka nie jest piękna, na dobranockę się nie nadaje.

Jak wiecie mieszkam wsród lasów, bagien, w Warszawskiej dżungli. Do Otwocka mam niedaleko… Zawsze fascynował mnie urok tego niewielkiego pożydowskiego miasteczka. Niska zabudowa, urokliwe świdermajery. Historia zatrzymana w kadrze… Błąd, źle powiedziane. Gdyby historię można było zatrzymać,  nie było by tej bajki.

Przenieśmy się do 1880 roku. Rabin z Warki – Simcha Bunem zakłada w Otwocku wspólnotę żydowską na gruntach wynajmowanych od dwóch żydów – Blassa i Reindorfa. Gmina zaczyna się rozrastać. Powstają dzielnice żydowskie, budowane są domy, sklepy, szkoły… Tętni życie. Ich życie. Budowany jest ich świat.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Tłumaczenie wzorów, znaków i skrótów angielskich na drutach – Słowniczek robótkowy i haftowany pokrowiec na nożyczki.

Tłumaczenie wzorów, znaków i skrótów angielskich na drutach – Słowniczek robótkowy i haftowany pokrowiec na nożyczki.

To będzie nudne, ale wiem, że bardzo przydatne.  Nie każdy jest biegły w angielskim. Często spotykamy wzory, opisy cudnych dziergadełek i …. kombinujemy, kombinujemy i … nie wiemy, o co chodzi, Radość tworzenia czasami sprawia kłopoty. Przygotowane jesteśmy, mamy włóczkę, schemat, ale  o co chodzi projektantowi? Jak on to robił? Gdy jest schemat graficzny – mniejszy problem, ale gdy jest tylko opis – czarna magia. Często spotykam się z prośbami o tłumaczenie wzoru. Fakt, łatwiej jest kogoś prosić… my czekamy na popijając kawkę, męczy się ktoś inny.

Czytaj dalej Czytaj dalej