Rękawiczki na drutach i Pałac Kultury w Warszawie

Rękawiczki na drutach i Pałac Kultury w Warszawie

Oj, niedobrze…

Wysłuchałam w radio audycji i szok, panika, wściekłość. Ręce mi się trzęsą. Naprawdę zamierzają rozwalić Pałac Kultury! Uznano, że ten symbol komunizmu, dar sowieckiej Rosji, Stalinowski relikt, powinien zniknąć. Wojsko zrobi to w jeden dzień, pozostaną tylko gruzy… Pozbędą się pomnika dedykowanego sowieckiemu dyktatorowi! Będzie piękne centrum handlowe, urocze sklepiki i kawiarenki. Miejsce relaksu i oaza nowoczesnego dizajnu. Oj, jak będzie rozkosznie i miło. Zniknie z powierzchni zaraza architektoniczna Lwa Rudniewa.

Odkąd pamietam Pałac stał w centralnym punkcie Warszawy. Zawsze był i cichutko proszę, niech tak pozostanie. Widać go z każdego miejsca, jest punkcikiem na mapie turystów. Jeśli go widzimy, to jeszcze jest Warszawa, gdy nam znika, to trzeba go poszukać, bo chyba zabłądziliśmy. Śmieszą mnie historyjki  o jego powstaniu. Podobno robotnicy podczas prac murarskich słuchali muzyki poważnej i czytali literaturę piękną. Niesamowite! Spróbujcie zmusić współczesnych budowniczych metra do kopania pod Chopina i czytania Goethe’go…

Pałac zawsze wzbudzał emocje. Jedni go chcieli, inni nie. Śpiewano nawet „Co nam obca przemoc dała, nocą rozbierzemy”. Dyskusje są i były, a Pałac jak stał, tak stoi. Dla mnie jest ważny. Nie jako pomnik gloryfikujący minioną epokę, a jako miejsce wspomnień. Tutaj śpiewali Jan Kiepura, Marlena Dietrich, Rolling Stones, Bareja często wykorzystywał sale pałacu w swoich filmach. To nie jest symbol komunizmu, to wspomnienia wspaniałych kulturalnych spotkań, historia, część epoki, która odeszła (i dobrze), ale była. Nie możemy gumką myszką wymazać wszystkiego. Jeśli zburzymy Pałac, zniszczymy część historii. Ale to nie znaczy, że jej nie było. Równie dobrze możemy zlikwidować wszystko, co łączy się z tą epoką. Pyk i nie ma MDM-u, pyk i Starówka w ruinie, strzał i most Śląsko Dąbrowski zniknął… To przecież historia, nasza historia… Zburzmy też Łazienki, w ten sam sposób, co kino „Moskwa”, mamy wprawę,  to też inna epoka i  podobno nie nasza. Przypomniała mi się pieśń Kaczmarskiego, Pałac przypomina mi żebraka, który prosi  o grosik i chwilę zadumy…Jest biedny, poddany sądowi. Kara może być okrutna, zawinił, bo jest. Ale, czy warto wszystko niszczyć coś, co jest i niczemu nie jest winne?

Jeden z ministrów (p.Kownacki)  stwierdził, że idealnie by było powtórzyć , to co się stało z Soborem św. Aleksandra Newskiego na placu Saskim. Rozebrano go, szybciutko, przecież był symbolem rosyjskiego panowania, jak teraz Pałac Kultury. A mnie jest żal, że tej cerkwi nie ma. I nie dlatego, że kocham Rosjan, ale dlatego, że kocham, to, co piękne! A była piękna i już jej nie ma!

Bardzo proszę, przestańcie kombinować, jak z mojego miasta zrobić zrobić Manhattan!

Centrów handlowych mamy nadmiar, a Pałac jest tylko jeden. Nie potrzeba mi takich widoków… Zobaczcie:

Główna ulica Manhattanu

Z rozpaczy dorobiłam Patrycji brakujące rękawiczki do drugiej czapki. Narzekała, że czapka jest samotna, jak Pałac. I tak się rozkręciłam, że rękawiczki zrobiłam podwójne, z nakładkami. Została odrobina włóczki, z tej końcówki powstał szaliczek. Malutki, ale może się jej przyda. Dla ozdoby, takie maleństwo pod brodą, ale cieplutkie i milutkie.

jak zrobić czapkę
wersja włóczka kolorowa

 

Mam nadzieję, że Patrycja będzie zadowolona. Pracowałam nad tym kompletem w stanie załamania i rozpaczy. Miałyśmy kupić zamek na zamek nad Loarą, nic nam z tego nie wyszło. A może tak zaopiekować się naszym Pałacem Kultury. Biegnę go Pati, musimy to przedyskutować.

Rękawiczki na drutach i zamek nad Loarą

Rękawiczki na drutach i zamek nad Loarą

Rozkoszna jesienna aura – leje. Siedzimy z Pati  w wygodnych fotelach, pijemy kawkę i dziergamy rękawiczki. Dokładnie – ja dziergam, Pati siedzi i pilnuje, aby mnie nic od tego dziergania nie odciągnęło. Zimno się zrobiło, czapki, które zrobiłam (tutaj) Patrycja z wdziękiem prezentuje, ale w łapy jej zimno. Spacer w czapce i bez rękawiczek? Nie do zaakceptowania! Pati musi mieć zestaw. Przybiegła rano, rozkazała dzierganie, teraz bawi mnie rozmową.

„Wiesz, słyszałam, że pałac jest do kupienia”. Spojrzałam na nią z zachwytem. To rozumiem. Pałac ważna sprawa i niezbędna. Co tam takie domki, jakie posiadamy. Skromniuśkie, malutkie, mizerniutkie. Pałac to pałac. Mnie na żaden nie stać, ale jak Pati ma ochotę – niech kupuje! Jej dom jest piękny, ale mój faktycznie, mógł by  być lepszy. Muszę się tylko dowiedzieć szczegółów. Jak połączymy siły, to kto wie? Przez moment widziałam siebie w pałacowych komnatach. Siedzę na szezlongu, filiżankę trzymam w dłoni, leniwie zerkam, jak służba czyści perskie dywany  upaplane przez moją wierną psinę (Komputera). W drzwiach stoi p. Rozenek w stroju gosposi, za nią, w kucharskim fartuchu Magda Gessler… Czas wydać dyspozycje, dzisiejszy bal musi być wspaniały…

Czytaj dalej Czytaj dalej

Prosta czapka na drutach, jak zrobić

Prosta czapka na drutach, jak zrobić

Szaruga jesienna, deszcz, wiatr… Zaczynam się przyzwyczajać do zimna. Ciężko mi, ale wierzę że pokonam złe moce tkwiące w mrokach dnia codziennego. Otrząsnę się niczym Komputer  (dla niewtajemniczonych – mój pies) po błotnym spacerze i z rozkoszą zasiądę w fotelu z robótką w dłoni. Wydziergam cieplutki sweterek dla pieska i czapeczkę dla jego ukochanej Pani ( to znaczy dla mnie). Już nawet projekt zrobiłam. Miało to być dzieło niepowtarzalne i zespolone. Czyli – moja czapka i sweterek dla pieska z identycznymi wzorami. Będziemy sobie dreptać po Falenicy i rozkoszować się pogodą… To ma być terapia. Muszę się, przekonać do zimna, muszę walczyć z niemocą spowodowaną paraliżem zimowym. Sfrustrowana i pełna goryczy byłam wczoraj, dzisiaj jestem radosna niczym przeżarty kruk na krzaku ostokrzewu…

I tak sobie siedzimy z Komputerkiem, on mnie liże, ja go głaszczę. Niema dyskusja o przyjaźni psa i człowieka. ALARM! Dzwonek do furtki. Patrycja! W przeciwieństwie do Komputera nawet się ucieszyłam. Poplotkujemy sobie, kawki się napijemy, obgadamy Albercika, bo coś ostatnio był markotny… Złudne marzenie. Pati przybiegła z prośbą. „Zrób mi czapkę na zimę!” Czapka ma być nieskomplikowana, prosta, dokładnie taka jakiej robić nie lubię. Wzór jak dla kretyna, analfabety robótkowego. Pomysły pojawiły się natychmiast. Oto różne wersje czapki, w jakiej Pati by mogła prezentować się na salonach:

Niestety, to, co dla mnie było idealne, dla Patrycji niekoniecznie… Pati jest dużą dziewczynką, w tych wersjach nakrycia głowy wyglądałaby jak samowar w tajdze. Czapka musi być normalna, bez ekstrawagancji, zbędnych dodatków, prosta.

Postanowiłam zrobić tutoriał, czyli łopatologicznie, krok po kroku pokazać, jak można taką czapkę wykonać. Może Pati zaskoczy i czapeczkę sobie sama wydzierga… .

Czytaj dalej Czytaj dalej

Nastrojowa jesień i rękawiczki na drutach

Nastrojowa jesień i rękawiczki na drutach

Smutno za oknem, liście spadają  z drzew. Widziałam wczoraj klucz dzikich gęsi. Dostojny, piękny, idealny. Zygzak na szarym niebie. Miałam łzy w oczach. Ptaki żałośnie skrzeczały. Pożegnalna gęsia aria, smutna, kasandryczna, posępna, przed nimi długa droga. Myślę, że z żalem wspominały wspaniałe, letnie harce w cieplutkim mazowieckim stawie. I słońce i zapach pól po zachodzie słońca.

Nie lubię, gdy coś się kończy, nie lubię złych zmian („dobrych ” też nie nie kocham). Nie lubię jesieni, smutku, przemijania. Nie chodzi o datę w kalendarzu, to nie jest problem. Czasu nie da się oszukać, trybiki zegara delikatnie przesuwają wskazówki. Problemem jest metamorfoza, zmiana, transformacja z dobrego na gorsze. Z żalem spoglądam na ogród, który powoli pokrywa się całunem grozy, giną barwy, z bólem grabię zaschnięte liście… A było tak pięknie… Czekam na wiosnę!

Czytaj dalej Czytaj dalej

Cierpienia twórcy w obliczu nieuchronnej klęski i rękawiczki zrobione na drutach Norway głoves

Cierpienia twórcy w obliczu nieuchronnej klęski i rękawiczki zrobione na drutach Norway głoves

 

Cudowny czerwiec, cieplutko, milutko, spokojnie. Siedzę na tarasie i dłubię koronki. Pierwszy zaniepokoił się Komputer (dla niezorientowanych mój pies). On zawsze wyczuje nadchodzącą Patrycję. Dla Komputera Patrycja to same kłopoty. Biedna psina jest zawsze pomijana w planach mojej koleżanki. Pati jest wyjątkową miłośniczką kotów. Trzech kotów – Niuni, Gucia i Rudego Kacpra. Ilekroć ją odwiedzam prześladuje mnie mnie konieczność podziwiania kociąt w różnych wersjach – żywych i prawie żywych. Cały dobytek Patrycji jest podporządkowany kociemu luksusowemu bytowi. Kotki są wszędzie, zadbane, milutkie i kochane.

A mój Komputer? Cóż, Pati mojego psa na kocie salony nie zaprasza. Gdy ją odwiedzamy elegancko zamyka go w swoim luksusowym garażu. Moja biedna psinka leży na kamiennej podłodze a jej kotki w puchowej pościeli. Sprawiedliwości nie ma. Ostatnio Komputer wykonał wyrok na zimowych oponach samochodu Pati… Troszkę je ponadgryzał, a awantura była taka, jakby je zeżarł.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Chińskie symbole na druty i koronkowe szydełkowe rękawiczki

Chińskie symbole na druty i koronkowe szydełkowe rękawiczki

Lato, miło i przyjemnie, cieplutko. Słoneczko zerka na nas, a my w krzaczkach delektujemy się latem. Kompletujemy przewiewną garderobę, aby nas upał nie wykończył i w strumieniach potu nie musieliśmy z przegrzaniem słonecznym walczyć. Podchodzimy do sprawy fachowo – musi być coś pięknego i ażurowego. Ambitnie. Najlepsze są japońskie ażurki. Miłe dla oka i dla ciała. Wybieramy wzór np. taki

No i zaczynają się schody. Niby nic takiego, ale… Zaczynamy pracę. Nabranie oczek i przerobienie pierwszego rzędu – jesteśmy w domu, idealnie. Pięknie, a potem… porażka, nic się nie zgadza. Dlaczego? Jest schemat, jest zapał do dziergania, ale nie o taki wzór nam chodziło! Otóż Japończycy dziergają jak przy robieniu naokoło, pokazane są tylko rzędy prawe, czyli, to, co widzimy po prawej stronie robótki. Dziergając lewą stronę, musimy zerkać na prawą , aby wszystko się zgadzało. Podsumowując – lewa strona robótki, schemat musimy czytać odwrotnie jak jest rozrysowany. Prawe oczko to po lewej stronie jest oczkiem lewym. Ja już się pogubiłam w tłumaczeniu, ale metodą prób i błędów można te trudności pokonać. Skorzystałam z rosyjskiej strony  

Czytaj dalej Czytaj dalej

Zofiówka, Otwock – spotkanie z Kikimorą… kręć się, kręć wrzeciono… (ruins of jewish psychiatric hospital Zofiowka in Otwock)

Zofiówka, Otwock – spotkanie z Kikimorą… kręć się, kręć wrzeciono… (ruins of jewish psychiatric hospital Zofiowka in Otwock)

Już czas… Jest takie miejsce, które swoją grozą budzi lęk i trwogę. Słyszeliście o Zofiówce? Czy ta nazwa coś Wam mówi? Nie? To posłuchajcie. Bajka nie jest piękna, na dobranockę się nie nadaje.

Jak wiecie mieszkam wsród lasów, bagien, w Warszawskiej dżungli. Do Otwocka mam niedaleko… Zawsze fascynował mnie urok tego niewielkiego pożydowskiego miasteczka. Niska zabudowa, urokliwe świdermajery. Historia zatrzymana w kadrze… Błąd, źle powiedziane. Gdyby historię można było zatrzymać,  nie było by tej bajki.

Przenieśmy się do 1880 roku. Rabin z Warki – Simcha Bunem zakłada w Otwocku wspólnotę żydowską na gruntach wynajmowanych od dwóch żydów – Blassa i Reindorfa. Gmina zaczyna się rozrastać. Powstają dzielnice żydowskie, budowane są domy, sklepy, szkoły… Tętni życie. Ich życie. Budowany jest ich świat.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Tłumaczenie wzorów, znaków i skrótów angielskich na drutach – Słowniczek robótkowy i haftowany pokrowiec na nożyczki.

Tłumaczenie wzorów, znaków i skrótów angielskich na drutach – Słowniczek robótkowy i haftowany pokrowiec na nożyczki.

To będzie nudne, ale wiem, że bardzo przydatne.  Nie każdy jest biegły w angielskim. Często spotykamy wzory, opisy cudnych dziergadełek i …. kombinujemy, kombinujemy i … nie wiemy, o co chodzi, Radość tworzenia czasami sprawia kłopoty. Przygotowane jesteśmy, mamy włóczkę, schemat, ale  o co chodzi projektantowi? Jak on to robił? Gdy jest schemat graficzny – mniejszy problem, ale gdy jest tylko opis – czarna magia. Często spotykam się z prośbami o tłumaczenie wzoru. Fakt, łatwiej jest kogoś prosić… my czekamy na popijając kawkę, męczy się ktoś inny.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Lex Szyszko, wycinka drzew i rękawiczki estońskie (Estonian lace gloves)

Lex Szyszko, wycinka drzew i rękawiczki estońskie (Estonian lace gloves)

Mieszkam na terenie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, ok. 10 km. od centrum Warszawy. Mam stary dom wśród drzew, obłoków, kwiatów… Nie słychać wielkiego miasta, nie ma smrodu spalin, hałasu i wielkomiejskiej dżungli. Mam dom na skraju lasu, który jest cząstką wielkiej, prastarej puszczy mazowieckiej. Ten kompleks leśny pełni funkcję filtra powietrza dla stolicy, ale nikt na to nie zwraca uwagi. Szkoda. Skupię się więc na funkcji związanej z zachowaniem bogactwa przyrodniczego tego terenu. Warszawa to symbol wielkomiejskiego pędu po dobrobyt. Kojarzymy ją z „Mordorem” (tak nazywamy miejsce, gdzie zapominamy o przyjemnościach a skupiamy się na pomnażaniu majątku), wieżowcami i ludźmi pędzącymi w obłędzie do pracy. Piękno przyrody jest niezauważalne, nie mamy ani czasu, ani chęci podziwiać kwiatki, drzewka, ptaszki. Jesteśmy tak zapędzeni, że nie zauważamy, że zaczynamy się dusić. Umieramy, odchodzimy w niebyt. A jeśli dotrze do nas myśl, że chcemy wolności i radości  to pragniemy wyrwać się, pojechać daleko aby odpocząć, wyczyścić życiowe dyski. Zapewniam, są miejsca w Warszawie, które mogą konkurować z najpiękniejszymi zielonymi zakątkami w Polsce.

Czytaj dalej Czytaj dalej

Szale estońskie – jak zrobić, uwagi i problemy

Szale estońskie – jak zrobić, uwagi i problemy

Szal estoński – jak zrobić

Szal skończony! Jest piękny! Milutki, zwiewny, delikatny. Nie było łatwo. Ilość wzorów ażurowych, oczka łapane raz z jednej, raz z drugiej strony, nieregularność powtarzania motywów, śliska włóczka, spadające oczka… Oj, działo się…. Najgorsze było liczenie oczek. Trzeba było przeliczać, czy gdzieś nie umknęło mi jedno, albo czy narzut zrobiłam, czy też o nim zapomniałam. W pewnym momencie miałam pomysł – odłożę robótkę na momencik, na chwilkę, na dwa tygodnie i potem do niej powrócę. Znam siebie. Na strychu mam kilka prac, które spokojnie czekają, aż twórcza wena powróci. I jakoś nie powraca. Babcia zawsze mi mówiła, dokończ jedno, potem sobie planuj dalsze prace. Tyle teoria, praktyka okazuje się inna. Zaczynam i nie kończę. Tym razem postanowiłam, że nie polegnę i szal będzie zrobiony.

Nie mam talentu wokalnego, ale wymyśłiłam metodę, aby zapamiętać wzór, który robię. Dwa razem na prawo, trzy prawe, narzut, trzy prawe, dwa razem na lewo…..  powtarzać w rytmie na dwa. I to szybko, żeby się zgadzało. I żeby głupich myśli podczas dziergania nie było. Bo te namolnie mnie męczyły i od pracy odciągały.

Zrobienie szala estońskiego to zadanie dla wprawnych rękodzielniczek. Praca jest ambitna, potrzebna jest wprawa w łapaniu oczek i opanowanie techniki. To co pisałam w poprzednim poście na temat małego bąbelka okazało się w praktyce bardzo trudne.

Oczka owijamy w ten sposób – prawe, lewe, prawe lewe….prawe. Tych owiniętych oczek jest 11. A potem to przeciągnięcie to jest mistrzostwo – nie jest takie łatwe, jak na rysunku.Ja zdejmowałam oczka pojedynczo, aby jakieś mi nie spadło i braku nie było. Na tym rysunku dokładniej widać, jak nawijamy oczka na bąbelek.

Moje bąbelki wyglądają tak, nie liczyłam, ale jest ich bardzo dużo. Wytrwale je nawijałam, bo w Estonii powiedziano mi, że żaden Chińczyk nie opracował metody, aby maszyna za nas wykonała taki szal. Podrabiają szale szetlandzkie, tam bąbli nie ma, z estońskimi mają problem. Nie dziwię się, bo te elementy są naprawdę trudne. Ale, dałam radę i zrobiłam!

bąbelki w szalu estońskim

Sposoby łapania oczek? To akurat jest proste, robimy je tak, jak nasze babki, bez specjalnego przekładania, kombinowania. Luźno. Trzeba ich tylko pilnować, bo łatwo spadają z drutów.

Szale robiły proste, niegramotne kobiety. Skąd u nich taka chęć i umiejętność komplikowania wzorów. Wzory są trudne, trzeba liczyć, przeliczać, dzielić, mnożyć… Obliczeniami zabazgrałam kilka kartek. Fakt, wybrałam bardzo trudny wzór, zrobiłam kilka ramek,  ale mam dwa fakultety, a one wielokrotnie nawet pisać nie potrafiły… Tym większa chwała i uznanie, że stworzyły coś, co potomni pokochali. Ja należę do tych, co oddają im głęboki pokłon i dziękuję. Za szale dziękuję i za możliwość ich zrobienia.

Mój szal jest ogromny. Trudno mi było zrobić zdjęcia. Próbowałam zaangażować Kubę do zrobienia fotki z drona, ale mam na działce zbyt wiele krzaków, dron by z nimi nie wygrał. Kuba obiecał. że zrobi sesję z drona, kiedy? Nie wiem… Ale poczekam. Widziałam szale estońskie różnej wielkości, mojego zmierzyć nie mogłam. Powinien być idealnie naciągnięty, wtedy ma  2 metry na dwa. Koleżanki dziewiarki zazwyczaj robią je znacznie mniejsze, ale taki ogromny jest super, można w nim utonąć, owinąć się. Mgiełka. Patrycja (moja przyjaciółka) stwierdziła, że to szal dla królowej, ewentualnie dla niej, bo do Elżbiety II jest bardzo podobna… Podobieństwa nie zauważyłam, szczególnie po wczorajszym opalaniu. Plecy ma spalone przez słońce, czerwone, z 17 bomblami po komarach. Do królowej daleka droga, mimo pochodzenia szal nie dla niej.

Co w szalach jest najłatwiejsze? To, że męczymy się z wzorem tylko po prawej stronie. Po lewej  wszystkie oczka przerabiamy tak, jak schodzę z drutu. Czyli lewe. I wtedy odpoczywamy i marzymy, że szal już skończony… i zrobimy coś innego… np. rękawiczki estońskie z tej samej włoczki, cieniutkiej, jak pajęcza nitka . Mam jej sporo.

Koronka wokół szala – oczka nabieramy w ten sposób. Nie zrobi się nam falbanka, nic się nie będzie ciągnęło, ilość oczek będzie idealna.

Poprzednio pisałam, jak zakańczamy koronkę szala tutaj. Jest inna metoda, lepsza. Za pomocą szydełka. Trzy oczka razem i 5  oczek łańcuszka , powtarzamy. Tą metodę pokazała mi moja babcia. Sprawdziłam, jest idealna. Szal układa się doskonale

Szal estoński – jak zrobić
szal estoński – jak zrobić
Szal estoński Jak zrobić

Żal, że praca wykonana? Oczywiście! Takie dzierganie uzależnia. Podczas pracy oczekujemy na efekty, udało się, czy się nie udało. Tym razem jestem zadowolona. Jeśli ktoś ma pytania, może jakiś fragment ominęłam przy opisywaniu? Czekam na informacje w komentarzach. Teraz robię rękawiczki do szala, wzory estońskie… uwielbiam je.

 

A tak swoja droga, czy gdzieś na świecie kobietki tak się bawią?